Żegnaj, 5000: Trump redukuje wojska USA w Niemczech, gdy spór z Merzem nabiera tempa
USA wycofują 5000 żołnierzy z Niemiec w cieniu sporu Trumpa z kanclerzem Merzem. Co to oznacza dla NATO, bazy Ramstein i bezpieczeństwa Europy?
No więc transatlantycki sojusz przeżywa kolejny z tych swoich momentów. USA wycofują 5000 żołnierzy z Niemiec, a wyczucie czasu jest równie subtelne jak dęta orkiestra w bibliotece. Sekretarz obrony Pete Hegseth podpisał rozkaz, Pentagon potwierdził plan, a Berlin dostał informację, że redukcja nastąpi w ciągu najbliższych sześciu do dwunastu miesięcy.
Jeśli zastanawiasz się, czy chodzi wyłącznie o strategię wojskową, czy też częściowo o urażone ego w Waszyngtonie, to zadajesz właściwe pytanie.
Co tak naprawdę się dzieje
Kluczowe liczby, podane przez Pentagon i potwierdzone przez takie media jak CBS, NBC oraz Washington Post, są następujące. Niemcy opuści około 5000 amerykańskich żołnierzy. Nadal pozostanie tam ponad 36 000 aktywnych żołnierzy, zgodnie z danymi Defense Manpower Data Center z grudnia 2025 roku, które wskazują 36 436 osób. Mamy więc do czynienia z korektą, nie z radykalnym cięciem.
Redukcja ma podobno dotyczyć jednej brygadowej grupy bojowej. Batalion ognia dalekiego zasięgu, który miał trafić do Niemiec, zostaje skierowany gdzie indziej. Rzecznik Pentagonu Sean Parnell mówi, że cały proces zamknie się w ciągu sześciu do dwunastu miesięcy, co w wojskowym planowaniu oznacza mniej więcej pojutrze.
Starannie chroniona pozostaje baza lotnicza Ramstein. Według doniesień Breaking Defense i innych źródeł Ramstein zostaje na miejscu, bo odgrywa kluczową rolę w operacjach USA przeciwko Iranowi, w tym w koordynacji dronów, obronie rakietowej, łączności satelitarnej i przetwarzaniu danych. Tłumacząc na prostszy język: Pentagon chętnie wyśle polityczny sygnał, ale nie kosztem wyłączenia jednego ze swoich najważniejszych węzłów dowodzenia.
Czynnik Merza
A teraz do rzeczy, która nadaje tej historii prawdziwy smaczek. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz nie gryzł się ostatnio w język, jeśli chodzi o politykę irańską administracji Trumpa. W niedawnym przemówieniu na uczelni, przytoczonym przez Al Jazeera i Time, Merz stwierdził, że Amerykanie "wyraźnie nie mają żadnej strategii" i że naród został "upokorzony" przez irańskie przywództwo.
To dyplomatyczny odpowiednik powiedzenia przyjacielowi, że jego fryzura to katastrofa w dniu jego ślubu. W Waszyngtonie przyjęto to dokładnie tak, jak można się było spodziewać.
Biały Dom formalnie nie powiązał cięcia liczby żołnierzy z komentarzami Merza, ale choreografia mówi sama za siebie. Sojusznicy kłócą się publicznie, wojska ruszają po cichu, a wszyscy udają, że te dwie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego.
Dlaczego to jest ważne dla ciebie
Jeśli siedzisz w Manchesterze, Cardiff albo Glasgow i zastanawiasz się, dlaczego kilka tysięcy amerykańskich żołnierzy opuszczających Bawarię powinno znaleźć się na twoim radarze, oto skrócona wersja. Pozycja NATO w Europie to rusztowanie, na którym opiera się bardzo wiele brytyjskich planów bezpieczeństwa. Gdy Amerykanie przestawiają meble, wszyscy pozostali muszą się do tego dostosować.
Według doniesień BBC w Wielkiej Brytanii stacjonuje około 10 000 żołnierzy USA, a we Włoszech mniej więcej 12 000, choć te przybliżone liczby nie zostały tu niezależnie zweryfikowane. Niemcy nadal goszczą największy kontyngent USA w Europie ze sporą przewagą, a jedynie Japonia ma globalnie więcej stacjonujących żołnierzy amerykańskich. Zatem zachwianie sytuacji w Niemczech to z definicji zachwianie całego zachodniego obrazu obronności.
Trump, cięcia wojsk i poczucie deja vu
Jeśli wszystko to wydaje ci się znajome, to dlatego, że tak właśnie jest. W 2020 roku pierwsza administracja Trumpa próbowała wyciągnąć z Niemiec 12 000 żołnierzy. Kongres to zablokował, a Joe Biden cofnął decyzję po objęciu urzędu. Nowa liczba 5000 jest zatem zarówno mniejsza, jak i bardziej politycznie wykonalna, co jest zapewne zamierzonym efektem. To cięcie, które Trump może faktycznie przeprowadzić bez wywoływania pełnowymiarowej legislacyjnej przepychanki.
W amerykańskich mediach pojawia się też pogłoska, że Trump nosił się z zamiarem wycofania wojsk również z Włoch i Hiszpanii, sfrustrowany ich niechęcią do udziału w operacjach wokół Cieśniny Ormuz. Czy to stanie się polityką, czy pozostanie jedynie prezydenckim wyżywaniem się, trudno powiedzieć.
Nie wszyscy w Waszyngtonie są zachwyceni
To nie tylko europejskie stolice unoszą brwi. Część kongresowych Republikanów oraz wschodnioeuropejscy członkowie NATO wyrazili już obawy dotyczące szerszego wycofania się z Europy, szczególnie gdy Rosja nadal dominuje w rozmowach o bezpieczeństwie. Zmniejszenie obecności USA w Niemczech w momencie, gdy Moskwa robi to, co Moskwa zwykła robić, jest co najmniej odważnym wyczuciem czasu.
To właśnie jest ta kłopotliwa rzecz z cięciami wojsk. Na arkuszu kalkulacyjnym wyglądają jak oszczędności, a na mapie jak sygnały.
Odpowiedź Niemiec: wydatki obronne
Niezbyt subtelną odpowiedzią Berlina jest wskazanie na własny portfel. Niemcy za rządów Merza znacznie zwiększają wydatki wojskowe, po latach, w których były strofowane za nieprzekraczanie celu NATO wynoszącego 2 procent PKB. BBC podała prognozowany niemiecki budżet obronny na poziomie około 105,8 mld euro w 2027 roku, co odpowiada około 3,1 procent PKB. Ta konkretna liczba nie została niezależnie zweryfikowana w tym zestawieniu, więc traktuj ją jako orientacyjną, a nie pewną, ale kierunek zmian jest wyraźny.
Niemcy w gruncie rzeczy mówią: skoro zamierzasz zabrać swoich żołnierzy do domu, proszę bardzo, kupimy więcej własnych.
Szerszy obraz: powolny pivot ku Indo-Pacyfikowi
To nie jest jednorazowy wybuch złości. USA od lat stopniowo przesuwają swoje siły z Europy w kierunku Indo-Pacyfiku. W ubiegłym roku zmniejszyła się amerykańska obecność w Rumunii w ramach tego samego przestawienia kursu. Z tej perspektywy 5000 żołnierzy z Niemiec to nie tyle piorun z jasnego nieba, co kolejna karba na długo trwającym procesie rebalansowania sił.
Spór Trumpa z Merzem może być iskrą, ale podpałka była układana od niemal dekady.
Werdykt: wycelowany cios, nie rozwód
Czy to zatem początek końca sojuszu USA z Niemcami? Niemal na pewno nie. Ponad 36 000 żołnierzy pozostaje, Ramstein działa pełną parą, a współpraca wywiadowcza trwa, więc strukturalna relacja jest nienaruszona. Zmieniła się temperatura.
Dla brytyjskich czytelników wniosek jest dwojaki. Po pierwsze, spodziewaj się większych widocznych turbulencji między Waszyngtonem a głównymi europejskimi stolicami, dopóki Trump jest u władzy. Po drugie, obserwuj, jak Londyn gra rolę pośrednika. Wielka Brytania od dziesięcioleci pełni funkcję mostu między Europą a Ameryką, a mosty najbardziej skrzypią wtedy, gdy oba ich końce ciągną w przeciwnych kierunkach.
To cięcie wojsk nie jest strategicznym trzęsieniem ziemi. To wyrachowane szturchnięcie, ubrane w mundur, z nutą prezydenckiej złośliwości w tle.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.
