News · 6 min czytania

Wielka Brytania szykuje się na utratę 163 000 miejsc pracy: rachunek za wojnę z Iranem ląduje na naszym progu

EY Item Club ostrzega przed utratą 163 000 miejsc pracy w UK w 2026 roku. Południowa Walia i Humber ucierpią najbardziej. Sprawdź, co to oznacza dla Twojego regionu.

Wielka Brytania szykuje się na utratę 163 000 miejsc pracy: rachunek za wojnę z Iranem ląduje na naszym progu

No to znowu tu jesteśmy. Kolejna ponura prognoza ląduje na kuchennym stole, a tej towarzyszy solidna porcja geopolitycznego niestrawności. EY Item Club szacuje, że Wielka Brytania jest na dobrej drodze do utraty około 163 000 miejsc pracy w 2026 roku, co stanowi okrągłe 0,4% całkowitego zatrudnienia, a konsekwencje wojny z Iranem odgrywają tu niemałą rolę. Jeśli brzmi to abstrakcyjnie, to nie jest. Najboleśniej uderzy tam, gdzie ludzie mogą sobie na to pozwolić najmniej.

Kluczowa liczba i dlaczego tak boli

163 000 miejsc pracy. To cyfra przerzucana między ekonomistami jak gorący kartofel przez tych, którzy najwyraźniej wylosowali najkrótszą słomkę w tym kwartale. To liczba ogólnokrajowa, ale jak zawsze w brytyjskiej ekonomii, średnia krajowa to grzeczna fikcja. Niektóre miejsca prawie tego nie poczują. Inne zaraz dostaną w kość.

Południowa Walia ma stracić około 5 700 miejsc pracy, a Humber kolejne 2 800. Oba regiony plasują się blisko dna brytyjskiej tabeli dochodów, co trochę przypomina prośbę o kanapkę skierowaną do dziecka z najskromniejszym lunchem. Południowa Walia w szczególności zmaga się od lat z powolnym kurczeniem się ciężkiego przemysłu, a operacje Tata Steel w Port Talbot to od dawna zapalny punkt. Dołożenie regionalnej presji na miejsca pracy wygląda niemal okrutnie.

Duże miasta też nie są oszczędzone

Zanim ktokolwiek na południu uzna to za problem gdzie indziej, niech spojrzy na liczby dla miast. Prognozuje się, że Londyn straci 25 000 miejsc pracy. Birmingham 12 500. Leeds 9 800. Glasgow 6 200. To nie są błędy zaokrąglenia. To całe bloki biurowe wypełnione wymówieniami, rozrzucone po sektorach, które myślały, że mają już za sobą najgorszy popandemiczny wstrząs.

Ten wzorzec coś nam mówi. Utrata miejsc pracy nie jest schludnie zamknięta w jednej branży ani jednym zakątku kraju. Jest rozproszona i właśnie to sprawia, że prognozy tak trudno zbagatelizować.

Ponura melodia Banku Anglii

Bank Anglii bawi się swoimi scenariuszami i niespecjalnie podoba mu się to, co widzi. W jego bardziej pesymistycznym wariancie dotyczącym wojny z Iranem bezrobocie w Wielkiej Brytanii mogłoby wzrosnąć do 5,6%, z obecnego poziomu 5,2%. Na papierze nie brzmi to dramatycznie. W ludzkich kategoriach to setki tysięcy osób wpatrujących się w ogłoszenia o pracę zamiast w paski z wypłatą.

Warto zaznaczyć, że to scenariusz, a nie betonowa prognoza. Ale sam fakt, że Bank w ogóle go opracowuje, mówi, w którą stronę wieje wiatr. A nie jest to ciepły wiatr.

Dlaczego Iran i dlaczego teraz?

Związek między konfliktem toczącym się tysiące mil stąd a wypowiedzeniem umowy o pracę w Hull nie zawsze jest oczywisty, ale jest jak najbardziej realny. Wojna na Bliskim Wschodzie straszy rynki energetyczne, podtrzymuje ceny ropy i pompuje inflację z powrotem do brytyjskiej gospodarki, która nareszcie zaczęła wyglądać jako tako optymistycznie. Wyższe koszty zaciskają pętlę na firmach, firmy redukują zatrudnienie i kostki domina robią swoje.

NIESR również zajął się rewizją swoich prognoz wzrostu w dół, powołując się na tę samą mieszankę konfliktu i upartej inflacji. Gdy wielu analityków zaczyna śpiewać tę samą ponurą pieśń, zazwyczaj czas nadstawić ucha zamiast zmieniać kanał.

Zaciskanie pasa, edycja regionalna

Jednym z bardziej niepokojących ustaleń raportu EY Item Club, choć ta liczba pochodzi z samego raportu, a nie jest niezależnie weryfikowana, jest to, że gospodarstwa domowe w Newcastle, Belfaście i Birmingham wydają podobno nawet 13% swojego dochodu rozporządzalnego na energię i żywność. W Londynie liczba ta wynosi podobno poniżej 9%.

Należy to traktować z odpowiednią ostrożnością, ale trudno kwestionować zasadniczy sens tego spostrzeżenia. Miejsca, w których utrata miejsc pracy jest największa, to jednocześnie miejsca, gdzie każdy dodatkowy grosz na rachunku za gaz boli najbardziej. To regionalny podwójny cios i nie trzeba być ekonomistą, żeby zobaczyć, dlaczego to problem.

Jasne punkty, o ile takie są

To nie jest pasmo nieustannej nędzy. Cambridge podobno odnotuje wręcz wzrost zatrudnienia w 2026 roku, zapewne dlatego, że wszystko, co choć trochę kojarzy się z grantem badawczym i bluzą z kapturem, wydaje się odporne na ogólny pesymizm. Belfast i Edynburg mają wyjść z tego stosunkowo obronną ręką, z ograniczonymi stratami zamiast pełnego ciosu.

Obraz nie jest więc jednolicie ponury. Jest po prostu nierówny w sposób, który nieprzyjemnie nakłada się na istniejące nierówności geograficzne w Wielkiej Brytanii. Miejsca, które potrzebują ulgi, jej nie dostają.

Co mówi rząd?

Oficjalne stanowisko, co przewidywalne, akcentuje pozytywne aspekty. Rzecznik rządu powołuje się na 332 000 więcej osób zatrudnionych niż rok temu i odnotowuje, że bezrobocie spadło poniżej 5% wcześniej w 2026 roku, choć tych danych nie sprawdzono niezależnie na podstawie ONS w materiale krążącym w tym tygodniu.

Istnieje też podobno plan obniżenia rachunków za energię nawet o 25% dla około 10 000 producentów, powiązany z szerszą misją czystej energii do 2030 roku. To twierdzenie nie zostało szerzej zweryfikowane poza pierwotnym raportem, więc traktujcie je jako wyrażony zamiar, a nie potwierdzoną politykę. Mimo to to uznanie, że koszty energii są realnym hamulcem dla przemysłu, szczególnie tego ciężkiego w miejscach takich jak Południowa Walia i Humber.

Szerszy obraz

Odrębny briefing EY Item Club podobno ostrzegł, że do połowy 2027 roku zagrożonych może być nawet 250 000 miejsc pracy w Wielkiej Brytanii, a gospodarka balansuje na krawędzi technicznej recesji. To statystyka, która potrafi całkowicie ostudzić rozmowy przy kolacji.

Nic z tego nie jest wyryte w kamieniu. Prognozy to wyliczone przypuszczenia ze sprawnymi wykresami w tle. Wojny się kończą, ceny ropy spadają, banki centralne mrugają. Ale trend obserwowany u wielu analityków jest teraz nieprzyjemnie spójny i ignorowanie go tylko dlatego, że jest ponury, to nie jest żadna strategia.

Werdykt, jaki jest

Jeśli mieszkasz w Południowej Walii, Humber lub którymkolwiek z głównych miast wskazanych w raporcie, nie jest to odległa abstrakcja makroekonomiczna. To rodzaj prognozy, który po cichu kształtuje decyzje o zatrudnieniu, przyznawanie kredytów hipotecznych i budżety rad miejskich przez następne dwanaście miesięcy.

Szczera ocena? Regionalna gospodarka Wielkiej Brytanii i tak była już chwiejna. Dorzuć do tego zagraniczny konflikt, który szarpie cenami energii, a otrzymasz dokładnie ten nierówny, geograficznie uciążliwy spowolnienie, które opisuje ten raport. To, czy rządowy plan dla energii w produkcji i nacisk na czystą energię zdołają zamortyzować cios, to pytanie warte obserwowania. Odpowiedź, frustrująco, nie nadejdzie na czas dla nikogo, kto straci pracę w 2026 roku.

Trzymaj rękę na pulsie kolejnego zestawu prognoz Banku Anglii i obserwuj, czy skok cen energii związany z Iranem zelżeje. Te dwie rzeczy powiedzą ci, bardziej niż jakikolwiek polityczny slogan, czy 163 000 okaże się szczytem problemów, czy tylko rozgrzewką.

Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

D
Napisał(a)

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.