Trump uważa, że byłby świetnym astronautą. Serio.
Trump oznajmił załodze Artemis II, że zostanie astronautą byłoby "żadnym problemem". Rozmawiamy o misji księżycowej, prezydenckiej brawurze i tym, co naprawdę zginęło w tym momencie.
Na długiej i bogatej liście zawodów, które Donald Trump uważa za błahostkę, pojawił się nowy wpis, wyprzedzając hydraulika, neurochirurga i sędziego Premier League. Były (i obecny, zależnie od tego, który kalendarz czytacie) prezydent USA oznajmił, że zostanie astronautą byłoby dla niego 'żadnym problemem'.
Ogłoszenie padło podczas spotkania w Gabinecie Owalnym w środę 29 kwietnia, zorganizowanego ku czci załogi nadchodzącej misji księżycowej Artemis II. To, co miało być grzeczną sesją zdjęciową z jednymi z najbardziej rygorystycznie wyszkolonych ludzi na planecie, szybko przerodziło się, jak to zwykle bywa, w rozważania na temat nieograniczonych możliwości Trumpa.
Co tak naprawdę wydarzyło się w Gabinecie Owalnym
Spotkanie miało dotyczyć załogi Artemis II, czwórki astronautów przygotowujących się do pierwszej od ponad pół wieku załogowej misji NASA wokół Księżyca. To naprawdę wielka sprawa. Misja jest kolejnym ważnym krokiem w amerykańskim planie powrotu ludzi na orbitę księżycową, torując drogę do ewentualnego lądowania na powierzchni w ramach szerszego programu Artemis.
Trump, siedzący za biurkiem Resolute i otoczony przez załogę, pozwolił sobie na głośne rozmyślanie, że chyba 'nie miałby żadnego problemu' z robieniem tego, co oni robią. Czy uprzejme uśmiechy astronautów skrywały cichą grozę, czy szczere rozbawienie, to, szczerze mówiąc, każdy może sobie sam ocenić.
Kim jest załoga Artemis II?
Misja Artemis II ma wysłać czworo astronautów na przelot wokół Księżyca. Latami trenowali do tej podróży, przechodząc przez rodzaj fizycznego i psychicznego wyżymacza, po którego pierwszej sesji na wirówce większość z nas sięgnęłaby po chwilę odpoczynku. Zostanie astronautą to nie to samo co otwarcie pola golfowego, niezależnie od tego, co sugerują komentarze z Gabinetu Owalnego.
Szkoła politycznej brawury "ja też bym to zrobił"
Istnieje pewien rodzaj politycznej brawury, polegający na spoglądaniu na każdy wyspecjalizowany zawód i dochodzeniu, z pewnością siebie człowieka, który nigdy tego nie próbował, że byłoby się w tym znakomitym. Trump jest w tej dyscyplinie kimś w rodzaju arcymistrza.
Przez lata wyrażał swoje eksperckie opinie na wszystko, od epidemiologii po strategię wojskową, po wewnętrzne działanie wiatraków. Dodanie "astronauty" do CV jest, w sumie, zgodne z jego stylem. Mężczyźnie nie brakuje wiary w siebie, a w spokojny dzień informacyjny ta wiara w siebie świetnie sprawdza się w telewizji.
Realia szkolenia astronautów
Dla każdego, kto po tej historii byłby kuszony, żeby zaktualizować swoje LinkedIn o wpis "aspirujący astronauta", krótka dawka realizmu. Kandydaci NASA na astronautów zazwyczaj przechodzą około dwóch lat podstawowego szkolenia, zanim w ogóle zostaną rozważeni do misji. I to po tym, jak zostają wybrani spośród tysięcy kandydatów, z których większość posiada zaawansowane stopnie naukowe z inżynierii, nauki lub medycyny, a także tysiące godzin doświadczenia w lotnictwie.
Potem jest jeszcze ta drobiazg: zostanie przypiętym do kontrolowanego wybuchu i wyrzuconym poza atmosferę ziemską. Większość ludzi, stojąc przed taką perspektywą, opisałaby to nieco inaczej niż "żaden problem".
Dlaczego to ma znaczenie (poza samym cytatem)
Kuszące jest, by zarchiwizować to pod hasłem "Trump bywa Trumpem" i iść dalej. Ale komentarz, choć rzucony mimochodem, wskazuje na coś nieco ciekawszego: sposób, w jaki eksploracja kosmosu jest przedstawiana w obecnym momencie politycznym.
Artemis to najbardziej ambitny załogowy program kosmiczny, jaki USA uruchomiły od dziesięcioleci. Wiąże się z ogromnymi budżetami, partnerami międzynarodowymi i poważnymi pytaniami o harmonogramy i priorytety. Kiedy prezydent kraju, który ten program prowadzi, zdaje się traktować astronautów bardziej jako tło dla własnych przemyśleń niż jako głównych bohaterów, mówi to coś o tym, gdzie polityka kosmiczna obecnie stoi na liście priorytetów.
Co jest stawką dla programu Artemis
Program borykał się z opóźnieniami, rosnącymi kosztami i trwającymi debatami o to, czy priorytetem powinien być Księżyc, czy od razu skok na Marsa. W ostatnich latach prywatne firmy, przede wszystkim SpaceX, odgrywają coraz ważniejszą rolę w amerykańskich lotach kosmicznych. Polityczne wsparcie dla własnych programów NASA wahało się, a uwaga opinii publicznej jest zasobem skończonym.
Momenty takie jak to spotkanie w Gabinecie Owalnym są częścią tego, jak ta uwaga jest kierowana. Kiedy nagłówki skupiają się na prezydenckim żarcie, a nie na celach misji, samych astronautach czy nauce, jest to stracona okazja, by przypomnieć ludziom, dlaczego to wszystko jest warte zachodu.
Brytyjski punkt widzenia
Dla brytyjskich czytelników wszystko to może wydawać się nieco odległe. Wielka Brytania nie ma własnego załogowego programu kosmicznego, choć współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną i wydała niemało astronautów, z których Tim Peake jest najbardziej rozpoznawalnym ostatnio nazwiskiem.
Co interesujące z tej strony Atlantyku, to ogromna kulturowa różnica w tym, jak liderzy angażują się w naukę i eksplorację. Trudno wyobrazić sobie brytyjskiego premiera siadającego z wracającą załogą ESA i beztrosko ogłaszającego, że też miałby na to ochotę. Byłoby uprzejme chrząknięcie, wzmianka o przeczytaniu kiedyś jakiejś książki na ten temat i szybka zmiana tematu.
Inny styl sprawowania władzy
To niekoniecznie jest krytyka któregokolwiek z podejść. Amerykańska polityka zawsze miała bardziej teatralną żyłkę, a Trump zamienił tę żyłkę w formę sztuki. To, czy uważacie to za zabawne, czy wyczerpujące, zależy zazwyczaj od tego, ile cykli informacyjnych już przeżyliście w danym tygodniu.
Więc, czy mógłby to naprawdę zrobić?
Pozwólmy sobie przez chwilę na ten hipotetyczny scenariusz. Czy Donald Trump, w swoim obecnym wieku i bez wcześniejszego przeszkolenia lotniczego, mógłby zostać astronautą?
Uczciwa odpowiedź brzmi: nie. Limity wiekowe NASA nie są formalnie ustalone, ale fizyczne wymagania lotów kosmicznych są znaczne. Kandydaci muszą przejść rygorystyczne badania medyczne, w tym testy układu krążenia, które byłyby wyzwaniem dla ludzi o połowę młodszych. Muszą też zmieścić się w skafandrach i statku kosmicznym, które są zaprojektowane pod dość konkretne parametry fizyczne.
Potem jest jeszcze ta drobnostka: szkolenie, dynamika zespołu i lata wyspecjalizowanych przygotowań. "Żaden problem" to zdanie, które robi tu bardzo ciężką robotę.
Werdykt w sprawie werdyktu
Oczywiście Trump tak naprawdę nie zgłaszał się na misję księżycową. To był rodzaj spontanicznej uwagi, która od dawna jest częścią jego stylu mówienia, zaprojektowanej, by rozbawić, sprowokować lub po prostu wypełnić ciszę. Traktowanie tego jako dosłownego podania o pracę byłoby mijaniem się z sednem.
Jednak nie sposób nie zauważyć, że prawdziwi astronauci, ludzie, którzy latami przygotowywali się do czegoś naprawdę niezwykłego, skończyli jako drugoplanowi aktorzy we własnej uroczystości. To jest ten aspekt, nad którym warto się zastanowić.
Podsumowanie
Załoga Artemis II zasługuje na swój moment w świetle reflektorów. Zaraz zrobią coś, czego większość z nas ledwo może sobie wyobrazić, a ich wyszkolenie, wiedza i odwaga to prawdziwa historia. Prezydencka uwaga o tym, jak łatwo to wszystko wygląda, to zabawny fragment materiału filmowego, ale nie powinien to być nagłówek.
Jeśli już, to jest to przypomnienie, że prawdziwa ekspertyza często bywa niedoceniana, podczas gdy śmiałe twierdzenia mają tendencję do chwytania za mikrofon. Bez względu na to, czy wybieracie astronautę, czy hydraulika, warto mieć to na uwadze.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródła.
