Trump podobno mówi sojusznikom, że jest "najpotężniejszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła" i chce, żeby historia to zapamiętała
Trump podobno prywatnie nazywa siebie najpotężniejszą osobą w historii. Co mówią doniesienia i dlaczego powinno to obchodzić Wielką Brytanię?
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak Donald Trump postrzega siebie, gdy kamery są wyłączone, a aplikacja Truth Social leży bezpiecznie odłożona na bok, sojusznicy oferują odpowiedź, która jest, szczerze mówiąc, typowa dla niego. Według najnowszych doniesień prezydent USA mówi prywatnie zaufanym osobom, że jest "najpotężniejszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła". Nie najpotężniejszym prezydentem. Nie najpotężniejszym Amerykaninem. Najpotężniejszym, kropka, na przestrzeni całej udokumentowanej historii ludzkości.
Zatrzymaj się z tym na chwilę. Sargon z Akkadu. Czyngis-chan. Królowa Wiktoria u szczytu imperium. Wszyscy najwyraźniej zepchnięci z podium przez człowieka, który jeszcze do niedawna był znany wielu brytyjskim gospodarstwom domowym głównie z zwalniania ludzi w telewizji.
Skąd pochodzi ta historia
Pierwotny reportaż ukazał się w The Atlantic w artykule, który zdążył już zyskać przydomek "Prezydencja YOLO". Od tego czasu podchwyciły go The Independent, AOL, IBTimes UK, Yahoo News, Alternet i inni, wszyscy powołując się na tych samych anonimowych zaufanych i urzędników administracji.
Jeden z zaufanych cytowany jest ze słowami, że Trump "chce być zapamiętany jako ten, który robił rzeczy, których inni nie mogli zrobić, dzięki swej sile i sile woli". Urzędnik administracji dodał, że prezydent jest teraz "wolny od trosk politycznych", co jest grzecznym sposobem powiedzenia, że niespecjalnie przejmuje się tym, co ktokolwiek myśli.
Warto zaznaczyć na wstępie, że najbardziej soczyte cytaty pochodzą od anonimowych źródeł. Traktuj je jako okno na nastroje panujące wokół prezydenta, a nie jako zeznanie pod przysięgą.
Ustąp miejsca, Lincolnie. Witaj, Napoleonie
Najbardziej uderzający detal to nie samo przechwałki. To towarzystwo, w jakim Trump podobno teraz widzi siebie we własnej głowie. Według The Atlantic nie mierzy się już z Georgiem Washingtonem ani Abrahamem Lincolnem, zwykłymi prezydenckim miarami. Te, jak można przypuszczać, są dla tych mniejszego kalibru.
Zamiast tego sojusznicy wymieniają nazwiska Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara i Napoleona Bonapartego. Hegel nazywał te postaci "światowo-historycznymi jednostkami": ludźmi, którzy jego zdaniem, siłą woli kształtowali bieg historii. To pochlebne ujęcie, jeśli akurat to ciebie dotyczy. To również ujęcie o, powiedzmy, nieco mieszanym historycznym bilansie. Aleksander umarł młodo w Babilonie. Cezar został dźgnięty w Senacie. Napoleon skończył na skale na Atlantyku Południowym. To nie jest dokładnie galeria wzorców do naśladowania.
Dlaczego Wielka Brytania powinna się tym przejmować
Kuszące jest, by odłożyć to na półkę pod hasłem "Trump robi swoje" i przejść do piłki nożnej. Oprzyj się tej pokusie na chwilę. Powód, dla którego ma to znaczenie w Wielkiej Brytanii, jest taki, że to ujęcie to nie tylko psychologiczna dekoracja. Według doniesień ten "światowo-historyczny" obraz własnej osoby jest bezpośrednio powiązany z rzeczywistymi decyzjami politycznymi, w tym wojskowymi.
Artykuł The Atlantic łączy ten sposób myślenia z decyzją prezydenta o uderzeniu w Iran. Według szacunków magazynu Trump zbombardował siedem krajów i obalił dwóch przywódców światowych w ciągu mniej więcej dwóch miesięcy. USA i Iran podobno od około dwóch miesięcy toczą przerywane walki bez widocznego porozumienia na horyzoncie, choć to konkretne ujęcie nie zostało tu niezależnie zweryfikowane.
Dla Wielkiej Brytanii to nie jest abstrakcja. Dzielimy wywiad z Waszyngtonem, nasze bazy są wykorzystywane, a nasi dyplomaci spędzają mnóstwo czasu przy telefonie, próbując ustalić, z której strony wieje wiatr w Gabinecie Owalnym. Prezydent, który widzi siebie jako Cezara z lepszymi włosami, to co najmniej planistyczny ból głowy dla Foreign Office.
Projekt spuścizny
Za całym tym zadzieraniem nosa kryje się coś bardziej przemyślanego: projekt spuścizny. Doniesienia związane z tym samym artykułem wskazują na plany, o różnym stopniu powagi, umieszczenia nazwiska lub wizerunku Trumpa na paszportach, walucie i pomnikach. Sojusznicy wspominają też o wyburzeniu Wschodniego Skrzydła Białego Domu, by zrobić miejsce na nową salę balową, choć ten szczegół nie został tu niezależnie sprawdzony i należy go traktować z należytą ostrożnością.
Złóż te posunięcia razem, a wyłoni się pewien wzorzec. To nie jest prezydent, który spokojnie porządkuje zaległości przed emeryturą. To ktoś, kto według osób z jego otoczenia aktywnie stara się ukształtować to, jak będą o nim mówić za sto lat. Przechwałka o byciu "najpotężniejszą osobą, jaka kiedykolwiek żyła" to nie żadne przejęzyczenie. To teza przewodnia.
Odpowiedź Białego Domu
Oficjalnie Biały Dom nie gra w porównania do Cezara. W odpowiedzi na doniesienia urzędnicy stwierdzili, że "jedyna spuścizna, o którą troszczy się prezydent Trump, to uczynienie Ameryki wspanialszą niż kiedykolwiek wcześniej". Co jest dyplomatycznym odpowiednikiem rodzica zapewniającego, że jego brzdąc "wcale nie krzyczał".
Warto pamiętać, że istnieje przepaść między tym, co urzędnicy mówią oficjalnie, a tym, czym sojusznicy są skłonni dzielić się poza protokołem. Obie wersje składają się na pełniejszy obraz.
Weryfikacja twierdzenia o "najpotężniejszym w historii"
Bądźmy wielkoduszni i przyjmijmy, że Trump naprawdę w to wierzy. Czy to prawda?
- Zasięg militarny: USA mają najdroższe siły zbrojne na świecie, ale cesarze rzymscy, brytyjscy monarchowie i radzieccy przywódcy sprawowali władzę, która kształtowała kontynenty przez pokolenia.
- Siła ekonomiczna: Znacząca, owszem. Ale prezydent USA wciąż odpowiada przed rynkami, Rezerwą Federalną i Kongresem, który w dobrym dniu potrafi znaleźć własny parking.
- Ograniczenia polityczne: Nawet przy przychylnym Sądzie Najwyższym i uległej partii urząd ma swoje granice. Sądy stawiają opór. Wybory połówkowe się zdarzają. Sojusznicy zaczynają się wahać.
Przy jakimkolwiek trzeźwym rachunku "najpotężniejsza osoba, jaka kiedykolwiek żyła" to naciąganie. Według miary tego, jak Trump zdaje się siebie postrzegać, to cały sedno sprawy.
Dowcipna uwaga, bo ktoś musi ją powiedzieć
W tej bezmiernej skali roszczenia jest coś niemal rozczulającego. Większość przywódców zadowala się mianem "najlepszych od pokolenia". Trump poszedł po "najlepszego od kiedy zaczęliśmy cokolwiek zapisywać". To polityczny odpowiednik wejścia na quiz w pubie i ogłoszenia, że jest się najmądrzejszym człowiekiem w dziejach, zanim jeszcze padnie pierwsze pytanie.
Problem w tym, że gdy osoba stawiająca to twierdzenie kontroluje największą armię świata i jest, według doniesień, coraz bardziej skłonna jej używać, żart nieco traci na ostrości.
Na co zwracać uwagę
Trzy rzeczy warte obserwowania z brytyjskiej perspektywy:
- Iran: Czy przerywane walki przerodzą się w coś, z czego trudno będzie się wycofać.
- Posunięcia dotyczące spuścizny w kraju: Wszelkie konkretne kroki w sprawie waluty, paszportów czy pomników przekształciłyby retorykę w rzeczywistość.
- Reakcja sojuszników: Jak Downing Street, Paryż i Berlin poradzą sobie z prezydentem, który postrzega siebie jako "światowo-historyczną jednostkę", a nie partnera.
Werdykt
Odetnij bombast i zostaje ci użyteczny, choć niekomfortowy sygnał. Osoby najbliższe Trumpowi nie próbują już łagodzić tego wizerunku. Pielęgnują go. To, czy uważasz to za ekscytujące, czy alarmujące, zależy pewnie od twojego politycznego usytuowania. Tak czy inaczej, warto traktować to poważnie, bo człowiek będący w centrum tego wszystkiego wyraźnie tak robi.
Tylko może daruj sobie porównania do Napoleona. Zakończenie nie było zbyt dobre.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródło.
