Tonali i Kean niszczą marzenia Irlandii Północnej o mundialu w Bergamo
Włochy wygrywają 2:0 z Irlandią Północną w barażach o Mistrzostwa Świata. Zobacz, jak Tonali i Kean przybliżyli Azzurrich do powrotu na największą scenę.
Włochy coraz bliżej zakończenia 12-letniego wygnania z mundialu
Irlandia Północna przyjechała do Bergamo z nadziejami na wielką sensację. Wyjechała jedynie z długim lotem do domu. Włochy pokonały drużynę Michaela O'Neilla 2:0 w półfinale baraży o Mistrzostwa Świata, skutecznie kończąc marzenia Irlandczyków o awansie na turniej w 2026 roku w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie.
Dla Włochów była to noc raczej cichej ulgi niż szalonych celebracji. Po podwójnym upokorzeniu, jakim było opuszczenie mundialu w 2018 i 2022 roku, Azzurri po prostu nie mogą pozwolić sobie na kolejną wpadkę. Porażki ze Szwecją, a potem z Macedonią Północną w kolejnych kampaniach barażowych, pozostawiły głębokie blizny na psychice włoskiego futbolu. Kiedy więc Sandro Tonali przełamał impas w 56. minucie na New Balance Arena, można było niemal usłyszeć zbiorowe westchnienie ulgi całego narodu.
Tonali architektem, Kean egzekutorem
Tonali był najlepszym zawodnikiem tego wieczoru. Jego gol w połowie drugiej połowy uspokoił nerwy, które szarpały przez 55 minut dość frustrującego futbolu. Irlandia Północna, trzeba im to przyznać, zmusiła Włochów do ciężkiej pracy o każdy centymetr przestrzeni w pierwszej połowie, broniąc głęboko i sprawiając, że gospodarze momentami wyglądali na wyraźnie niekomfortowych.
Ostatecznie jednak klasa wzięła górę. Trafienie Tonalego otworzyło mecz, a pomocnik Newcastle na tym nie poprzestał. W 80. minucie wcielił się w rolę asystenta, wystawiając piłkę Moise Keanowi, który podwyższył prowadzenie i rozwiał wszelkie wątpliwości. Był to kliniczny cios, na który Irlandia Północna po prostu nie miała odpowiedzi.
Noc do zapomnienia dla Irlandii Północnej
Dla O'Neilla i jego zawodników nie ma wstydu w przegranej z Włochami, ale styl tej porażki będzie bolał. Walczyli dzielnie przez długie fragmenty, ale ostatecznie zabrakło im jakości, by zagrozić gospodarzom w kluczowych momentach. Marzenie o mundialu prysło na kolejny cykl, a różnica między aspiracjami a rzeczywistością została obnażona w świetle jupiterów w Bergamo.
Powrót Włochów na mundial jeszcze nie przypieczętowany
Oto kluczowe zastrzeżenie, które wielu pominie w pośpiechu do świętowania: Włochy jeszcze oficjalnie nie awansowały. Drużyna Gennaro Gattuso musi jeszcze wygrać finał baraży we wtorek 31 marca, w którym zmierzy się z Walią lub Bośnią i Hercegowiną. Biorąc pod uwagę niedawną historię barażowych katastrof Włochów, nikt w obozie Azzurrich nie będzie jeszcze otwierał szampana.
Mimo to był to dokładnie taki profesjonalny i konkretny występ, jakiego Włochy potrzebowały. Żadnego dramatu, żadnych strachów w końcówce, po prostu robota wykonana bez zbędnego zamieszania. Jeśli uda im się powtórzyć ten poziom opanowania w finale, powinni zakończyć swoją 12-letnią nieobecność na największym piłkarskim turnieju świata.
Szersza perspektywa
Opuszczenie dwóch kolejnych mundiali przez Włochy było doprawdy dziwne dla czterokrotnego mistrza świata. To tak, jakby Brazylia zapomniała, jak gra się sambę, albo Anglia zapomniała, jak przegrywać w rzutach karnych. Fakt, że kwalifikacja jest teraz na wyciągnięcie ręki, będzie dla włoskiego futbolu powrotem do normalności, nawet jeśli droga do tego momentu była daleka od normalnej.
Dla Irlandii Północnej uwaga przesuwa się z powrotem na budowanie przyszłości. Dla Włochów pozostała jeszcze jedna przeszkoda. Biorąc pod uwagę to, co przeszli, nie zakładałbym się, że potkną się na ostatnim kroku. Ale po tym występie Azzurri wyglądają na gotowych, by wrócić do zabawy.
Przeczytaj oryginalny artykuł na źródło.
