World · 6 min read

Teheran twierdzi, że Waszyngton odpowiedział na jego najnowszy plan pokojowy, a Trump już narzeka

Iran ogłosił, że USA odpowiedziały na jego 14-punktowy plan pokojowy. Trump odrzucił propozycję, zanim ją przeczytał. Analizujemy, co jest na stole i co to oznacza dla świata.

Teheran twierdzi, że Waszyngton odpowiedział na jego najnowszy plan pokojowy, a Trump już narzeka

Dyplomacja na karteczkach samoprzylepnych trwa w najlepsze. Iran twierdzi, że Stany Zjednoczone oficjalnie odpowiedziały na jego najnowszą propozycję pokojową, czyli 14-punktową kontrofertę, którą Teheran przekazał za pośrednictwem Pakistanu w ramach długotrwałych starań, by zamienić chwiejny kwietniowy rozejm w coś, co faktycznie przypominałoby koniec wojny.

Atmosfera nie napawa szczególnym optymizmem. Jeszcze zanim zdążył to przeczytać w sobotę, prezydent USA Donald Trump powiedział dziennikarzom, że nie wyobraża sobie, by propozycja ta była "do przyjęcia". Doprawdy entuzjastyczne poparcie.

Czego Iran naprawdę żąda

Irański plan 14-punktowy, przekazany przez pakistańskich pośredników, jest ambitniejszy niż amerykański projekt, na który odpowiada. Podczas gdy Waszyngton zaproponował plan 9-punktowy oparty na dwumiesięcznym zawieszeniu broni, Teheran chce, by wojnę zakończono w ciągu 30 dni. Nie zawiesić. Nie zamrozić. Skończyć.

Według doniesień NPR, Al Jazeery i irańskich mediów państwowych, irańska propozycja zawiera również długą listę skarg i żądań. Raporty spoza relacji BBC wskazują, że dokument wzywa do zniesienia sankcji, uwolnienia zamrożonych irańskich aktywów, reparacji, ustanowienia nowego mechanizmu zarządzania Cieśniną Ormuz oraz wyraźnych gwarancji prawa Iranu do wzbogacania uranu na mocy Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej.

Iran jest, dla porządku, jedynym nieposiadającym broni jądrowej państwem, które obecnie wzbogaca uran do czystości bliskiej poziomowi broniowemu, i właśnie dlatego ten ostatni punkt sprawi, że amerykańscy negocjatorzy skrzywią się nad poranną kawą.

Klauzula libańska

Jeden szczegół wart uwagi: Teheran chce, by objęto porozumieniem "wszelkie działania wojenne", a nie tylko trójkąt Iran-USA-Izrael. To wyraźne odniesienie do Libanu, gdzie siły izraelskie i Hezbollah wciąż wymieniają ogień pomimo formalnego zawieszenia broni, które weszło w życie 8 kwietnia 2026 roku.

Dla Iranu, pominięcie Libanu oznaczałoby podpisanie układu pokojowego w chwili, gdy jeden z jego najbliższych regionalnych sojuszników nadal jest atakowany. Z punktu widzenia Teheranu to nie jest pokój, lecz zmiana nazewnictwa.

Jak do tego doszło

Krótkie przypomnienie dla tych, którzy zasługują na pochwałę za ignorowanie wiadomości. Obecny konflikt rozpoczął się 28 lutego 2026 roku, gdy USA i Izrael przeprowadziły skoordynowane uderzenia na irańskie cele. Trump formalnie powiadomił Kongres 2 marca, uruchamiając 60-dniowy zegar wynikający z Ustawy o Uprawnieniach Wojennych.

Ten zegar zatrzymał się w piątek 1 maja. Odpowiedzią Trumpa było poinformowanie prawodawców, że działania wojenne zostały "zakończone", co jest wygodną terminologią, jeśli wolisz nie zabiegać o zgodę Kongresu. Konstytucjonaliści, w tym Michael Glennon z Tufts, publicznie zakwestionowali pogląd, że zawieszenie broni zatrzymuje zegar Ustawy o Uprawnieniach Wojennych, ale na razie stanowisko administracji jest takie, że nie ma nad czym głosować.

Pakistan, który pośredniczył w pierwotnym kwietniowym rozejmie, pozostał listonoszem. Skoro obie strony nie mogą się ze sobą spotkać w jednym pokoju, posiadanie kraju trzeciego, który wozi projekty tam i z powrotem, nie jest luksusem, lecz całym mechanizmem.

Trumpowe profilaktyczne kciuki w dół

Ponura ocena Trumpa przed przeczytaniem propozycji to klasyczny teatr negocjacyjny. Zasada pierwsza targowania się brzmi: nigdy nie okazuj zainteresowania, a prezydent jest człowiekiem, który z całą pewnością zapoznał się z zasadą pierwszą.

Trzeba jednak przyznać, że irańska propozycja naprawdę wiele żąda. Zniesienie sankcji, zwrot aktywów i gwarancja wzbogacania każde z osobna byłoby politycznie wybuchowe w Waszyngtonie. W połączeniu z reparacjami i porozumieniem w sprawie Ormuz tworzą pakiet, którego żadna administracja USA nie podpisałaby bez znaczących zmian.

Nie oznacza to, że propozycja jest z góry skazana na śmierć. Oznacza, że jesteśmy w tej fazie negocjacji, w której wszyscy publicznie marszczą brwi i prywatnie edytują.

Polityka w kraju

Trump negocjuje również z własną partią. Senator Josh Hawley z Missouri publicznie wzywał do zakończenia konfliktu, a senator Lisa Murkowski z Alaski wyraziła wątpliwości co do tego, czy pierwotna operacja rzeczywiście osiągnęła swoje cele. Kiedy republikańscy senatorowie zaczynają pytać, po co była ta wojna, grunt polityczny już się przesunął.

Do tego dochodzi własny opis Trumpa dotyczący trwającej morskiej postawy w Zatoce Perskiej jako "bardzo przyjaznej blokady", sformułowanie, które jednocześnie uspokaja i lekko grozi, i mamy administrację, która chce mieć wojnę za sobą, ale na własnych warunkach.

Dlaczego to ma znaczenie w Wielkiej Brytanii

Dla brytyjskich czytelników to nie jest tylko odległy dyplomatyczny spór. Około 20 procent światowej ropy przepływa przez Cieśninę Ormuz, co jest jednym z powodów, dla których irańska propozycja stawia na stole mechanizm zarządzania Cieśniną. Ceny benzyny, ubezpieczenie transportu morskiego i koszt cotygodniowych zakupów spożywczych są cicho powiązane z tym, czy tankowce nadal płyną.

Jest też kwestia Układu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Wielka Brytania jest sygnatariuszem, a każda umowa, która formalnie błogosławi wzbogacanie uranu przez Iran do poziomu bliskiego broniowemu, stworzyłaby precedens mający reperkusje daleko poza Bliskim Wschodem. Whitehall będzie bardzo uważnie śledzić drobny druk.

Co dalej

Należy spodziewać się kontr-kontropropozycji. Zespół Trumpa niemal na pewno odeśle wersję z poprawkami, z której usunięto najbardziej kłopotliwe irańskie żądania, zwłaszcza te przypominające reparacje lub gwarancję wzbogacania, i spróbuje wydłużyć 30-dniowy termin z powrotem do pierwotnych dwóch miesięcy.

Iran, który zagrał najsilniejszą kartą, może sobie pozwolić na złagodzenie niektórych żądań przy jednoczesnym podtrzymaniu innych. Klauzula libańska i kwestia sankcji to prawdopodobne czerwone linie. Wzbogacanie jest tym, co mogłoby wysadzić w powietrze całe porozumienie.

Jeśli umowa dojdzie do skutku, nie będzie to dlatego, że ktoś zmienił zdanie. Będzie tak dlatego, że obu stronom skończyły się tańsze alternatywy. Trump chce ogłosić, że zakończył wojnę. Teheran chce, żeby bombardowanie ustało i żeby popłynęły pieniądze. Pakistan chce dyplomatycznych zasług. Kształt porozumienia jest już widoczny, nawet jeśli słów jeszcze nie ma.

Werdykt

Sobotnia wymiana dokumentów to nie przełom, ale też nie załamanie. Obie strony nadal rozmawiają, nadal korzystają z tego samego pośrednika i nadal udają publicznie, że to druga strona jest nieracjonalna. To, przygnębiająco, właśnie tak wygląda postęp w 2026 roku.

Warto obserwować: czy ocena Trumpa "nie wyobrażam sobie, żeby była do przyjęcia" przerodzi się w formalne odrzucenie w ciągu najbliższych dni, oraz czy Pakistan zasygnalizuje gotowość do dalszego wożenia projektów. Jeśli którekolwiek z tych dwojga zawiedzie, rozejm, który rozpoczął się 8 kwietnia, zaczyna wyglądać o wiele bardziej krucho.

Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.