Świadkowie Jehowy w końcu pozwalają członkom przechowywać własną krew, ale jest pewien haczyk
Zmiana doktryny wypracowywana przez dekady
Po latach utrzymywania jednego z najbardziej kontrowersyjnych stanowisk medycznych we współczesnej religii, Świadkowie Jehowy poluzowali zasady dotyczące transfuzji krwi. Przynajmniej częściowo. Ciało Kierownicze ogłosiło 20 marca 2026 roku, że członkowie mogą teraz zdecydować o pobraniu, przechowywaniu i przetoczeniu własnej krwi podczas zabiegów medycznych. Jasno trzeba zaznaczyć, że zmiana ta dotyczy wyłącznie krwi autologicznej. Przyjęcie cudzej krwi? Nadal jest to absolutnie wykluczone.
Członek Ciała Kierowniczego, Gerrit Lösch, przekazał tę wiadomość za pośrednictwem wideo na oficjalnej stronie organizacji, określając ją jako wyjaśnienie, do którego doszło poprzez modlitwę i wnikliwe przemyślenia. Jego kluczowe stwierdzenie brzmiało: Biblia nie wypowiada się na temat użycia własnej krwi w opiece medycznej i chirurgicznej. Można by zasadnie zapytać, dlaczego dotarcie do takiej interpretacji pisma zajęło organizacji czas aż do 2026 roku, ale lepiej późno niż wcale.
Co tak naprawdę się zmieniło?
W praktyce Świadek Jehowy oczekujący na planowaną operację może teraz pobrać krew od sześciu tygodni do pięciu dni przed zabiegiem, przechowywać ją i przetoczyć z powrotem w trakcie operacji. Jest to tak zwana autologiczna donacja krwi, która stanowi standardową praktykę w wielu szpitalach w Wielkiej Brytanii i na całym świecie.
Stanowi to bezpośrednie odwrócenie wcześniejszego stanowiska organizacji. Wkładka do służby z 2006 roku oraz formularze pełnomocnictwa medycznego sprzed 2026 roku wyraźnie mówiły członkom, że nie wolno im przechowywać własnej krwi. Lösch twierdzi teraz, że każdy chrześcijanin musi sam zdecydować, w jaki sposób jego krew będzie wykorzystana w opiece medycznej i chirurgicznej. To spora zmiana dla organizacji, która swego czasu klasyfikowała przeszczepy narządów jako kanibalizm (tak, naprawdę, w 1967 roku, zanim po cichu przeklasyfikowano je jako kwestię sumienia w 1980 roku).
Dlaczego krytycy uważają, że to za mało?
Byli członkowie i rzecznicy reform szybko wskazali na ograniczenia. Mitch Melin, były Świadek ze stanu Waszyngton, powiedział Associated Press: Nie sądzę, aby to wystarczyło, ale jest to znacząca zmiana.
I ma rację. Polityka ta nie pomaga w sytuacjach awaryjnych, gdzie nie ma czasu na wcześniejsze zmagazynowanie krwi. Nie oferuje ulgi dzieciom chorym na raka, których rodzice mogą odmówić przyjęcia krwi od dawcy w ich imieniu. Nie rozwiązuje też codziennych sytuacji, w których lekarze NHS i komitety łącznikowe ze szpitalami muszą mierzyć się z trudną rzeczywistością leczenia pacjentów odmawiających potencjalnie ratujących życie transfuzji.
Ma to szczególne znaczenie w Wielkiej Brytanii. Szpitale regularnie spotykają się z przypadkami odmowy leczenia przez pacjentów będących Świadkami Jehowy, a ramy prawne i etyczne dotyczące zgody oraz produktów krwiopochodnych zostały częściowo ukształtowane właśnie przez te sytuacje.
Ludzki koszt
Doktryna o krwi rzuca długi cień. Grupa rzecznicza AJWRB (Advocates for Jehovah's Witness Reform on Blood) oszacowała, że od 1961 roku zmarło ponad 33 000 Świadków po odmowie transfuzji, przy czym roczna liczba zgonów może przekraczać 900. Są to szacunki organizacji reformatorskiej, a nie niezależnie zweryfikowane dane kliniczne, ale skala jest otrzeźwiająca. Wydanie czasopisma Przebudźcie się! z 1994 roku przedstawiło 26 dzieci, które zmarły w wyniku przestrzegania tej doktryny, prezentując je jako przykłady wiary.
Postęp z gwiazdką
Przy około 9,2 miliona członków w ponad 200 krajach, w tym około 1,3 miliona w samych Stanach Zjednoczonych, nawet tak ograniczona zmiana zasad wpływa na znaczną liczbę osób. Dla tych, którzy czekają na planowaną operację, jest to naprawdę dobra wiadomość. Mają teraz opcję, która jeszcze kilka miesięcy temu była dla nich wyraźnie zakazana.
Jednak dla każdego, kto miał nadzieję, że zwiastuje to szersze przemyślenie doktryny o krwi, drobny druk mówi co innego. Zakaz przyjmowania krwi od dawców pozostaje w mocy. Zmiana jest mile widziana, ale nazwanie jej rewolucją byłoby przesadą. To raczej ostrożny unik, owinięty w język osobistego sumienia, wykonany przez organizację, która historycznie pozostawiała bardzo niewiele miejsca na indywidualne wybory.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.