Starmer trzyma się kurczowo, a Streeting ostrzy łokcie: Dzień, w którym pękła lojalność Partii Pracy
Ponad 60 posłów wzywa Starmera do rezygnacji, a Wes Streeting podobno szykuje kandydaturę na lidera. Analizujemy dramatyczny dzień w brytyjskiej polityce.
Gdyby polityka była operą mydlaną, odcinek z poniedziałku zakończyłby się tak dramatycznym cliffhangerem, że nawet kot przestałby się myć, żeby popatrzeć. Sir Keir Starmer stał w siedzibie Partii Pracy i obiecywał, że udowodni sceptykom, że się mylą, podczas gdy za jego plecami owi sceptycy już drukowali koszulki.
Dzień w pigułce
11 maja 2026 roku ponad 60 posłów Partii Pracy publicznie wezwało premiera do ustąpienia, zgodnie ze śledzącą rezygnacje listą LabourList. BBC naliczało wcześniej tego dnia 55 takich wezwań, więc liczba rosła szybciej niż kolejka w długi weekend na stacji benzynowej przy autostradzie.
Tymczasem czterech parlamentarnych sekretarzy prywatnych złożyło wymówienia w ciągu kilku godzin od siebie. Jako pierwszy odszedł Joe Morris, PPS ministra zdrowia Wesa Streetinga i poseł z Hexham. Następnie poszedł w jego ślady Tom Rutland, PPS minister środowiska Emmy Reynolds. Potem Naushabah Khan opuściła stanowisko PPS w Gabinecie, a Sally Jameson zrezygnowała z funkcji PPS ministra spraw wewnętrznych. "The Independent" pisze jej nazwisko jako "Jamieson", podczas gdy większość innych mediów stosuje formę "Jameson", więc każdy może wybrać wersję, która mu bardziej odpowiada.
Ruch Streetinga (podobno)
Źródła w Partii Pracy poinformowały "The Independent", że Wes Streeting ma ogłosić kandydaturę na lidera we wtorek. To twierdzenie pozostaje na razie w sferze dobrze poinformowanych spekulacji, a nie potwierdzonych faktów. Bloomberg donosi, że sojusznicy Streetinga otwarcie namawiają Starmera do odejścia, co jest politycznym odpowiednikiem zostawienia spakowanej walizki w przedpokoju. Czy formalna kandydatura rzeczywiście się zmaterializuje, to już inna kwestia.
Nie ulega wątpliwości, że nazwisko ministra zdrowia jest nagle wszędzie, a rezygnacja jego PPS to raczej nieprzypadkowy zbieg okoliczności. W Westminster uchodzi to za wystrzał startowego pistoletu.
Magiczna liczba: 81
Oto cyfra, którą warto zapamiętać. Zgodnie z regulaminem Partii Pracy, do wszczęcia procedury wyboru nowego lidera potrzeba 81 podpisów posłów, co potwierdzają Al Jazeera i Bloomberg. Przy ponad 60 posłach już jawnie wyrażających swoje stanowisko, matematyka jest dla Downing Street niepokojąco bliska. Jeszcze dwadzieścia podpisów i Starmer będzie miał przed sobą prawdziwą walkę.
Komentator polityczny John Rentoul ocenił przemówienie Starmera do tzw. "sceptyków" jako jedno wielkie ćwiczenie w utrzymaniu liczby sygnatariuszy poniżej tej magicznej liczby 81. Czy zadziałało, zależy od tego, na której grupie WhatsApp się podsłuchuje.
Samo przemówienie
Wystąpienie Starmera w centrum Londynu mocno oparło się na tematyce europejskiej, z obietnicą ponownego postawienia Wielkiej Brytanii w centrum kontynentu. France 24 relacjonowało przemówienie w całości. Był to, mierząc każdą miarą, buntowniczy występ premiera, który wie, że inni już mierzą dywan pod jego stopami.
Problem w tym, że buntowniczość działa tylko wtedy, gdy własne szeregi w to wierzą. A w tej chwili niepokojąca ich liczba zerka na wycieraczkę z nowo odkrytym zainteresowaniem.
Skąd się to wszystko wzięło
Bezpośrednim impulsem były zeszłotygodniowe wybory lokalne, które France 24 i CNBC określiły jako najgorszy wynik partii rządzącej od ponad 30 lat. Reform UK zmiotła poprzednio bezpieczne okręgi Partii Pracy w północnej Anglii i Walii. Zieloni tymczasem wygryzli spore kawałki londyńskiej bazy wyborczej laburzystów.
To cios z dwóch stron jednocześnie, a tego rodzaju wyniki potrafią z nerwowych posłów zaplecza zrobić bezwzględnych arytmetyków z dnia na dzień. Nagle każdy poseł z większością poniżej pięciu cyfr zastanawia się, czy świeża twarz na czele partii nie uratowałaby jego mandatu.
Analiza RRD
Jedną z sondażowych analiz wywołujących kołatanie serca jest opracowanie przypisywane RRD, opisane przez "The Independent", sugerujące wahania udziałów w głosach między 18,3 a 28,1 punktu procentowego. Rzekomo przewiduje ono, że Lisa Nandy, Yvette Cooper, Emma Reynolds i Angela Rayner straciłyby mandaty na rzecz Reform, podczas gdy Lucy Powell, David Lammy i Diane Abbott odpadliby na rzecz Zielonych.
Słowo ostrożności. Projekcja ta została opisana wyłącznie przez "The Independent" i nie została niezależnie opublikowana, więc szczegóły należy traktować jako orientacyjne, a nie jako objawioną prawdę. Niemniej jednak nawet takie pogłoski będą krążyć po parlamentarnej herbaciarni przez cały ten tydzień.
Pytanie o Burnhama
Jest jeszcze Andy Burnham, mer Wielkiego Manchesteru i wieczny prawie-człowiek Westminsteru. Żeby wystartować na lidera, musiałby najpierw wrócić do parlamentu, co jest logistycznym bólem głowy wielkości Pennin. Podobno właśnie dlatego obóz Streetinga czuje presję czasu. Działać teraz, zanim Król Północy zdąży zbudować pas startowy.
A Catherine West?
John Rentoul zasugerował również w "The Independent", że Catherine West rozesłała dokument nominacyjny w związku z ewentualnym wyzwaniem. To twierdzenie nie zostało jak dotąd potwierdzone przez inne media, więc warto je odłożyć do kategorii "ciekawe, jeśli prawdziwe".
Kto gdzie jest w gabinecie?
Dla tych, którzy liczą punkty: David Lammy jest obecnie opisywany jako wicepremier, podczas gdy Angela Rayner jest wzmiankowana jako była piastunka tego stanowiska. Oznacza to przetasowanie rządu od wyborów 2024 roku, co warto mieć na uwadze, czytając komentarze, które nadal przedstawiają Rayner jako faktyczny numer dwa. Polityka porusza się szybko, zwłaszcza gdy jest w ogniu.
Co będzie dalej
Trzy rzeczy do obserwowania w tym tygodniu. Po pierwsze, czy liczba publicznych wezwań do rezygnacji przekroczy 81. Po drugie, czy Streeting rzeczywiście ogłosi kandydaturę, czy też po prostu pozwoli, by spekulacje wykonały za niego robotę. Po trzecie, czy któryś z ministrów publicznie wyłamie się z szeregów, bo to przesunęłoby sytuację z buntu do formalnego kryzysu.
Strategia Starmera wydaje się wystarczająco prosta. Mówić o Europie, obiecywać realizację programu i liczyć, że buntownicy stracą impet zanim skończą się im podpisy. To całkowicie rozsądny plan, z drobnym zastrzeżeniem, że opiera się całkowicie na współpracy jego kolegów.
Werdykt
To najpoważniejsze wyzwanie, przed jakim stanął Starmer jako lider Partii Pracy, i nadeszło szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Być może jeszcze z tego wyjdzie. Premierzy zazwyczaj to przeżywają. Jednak połączenie historycznie złego wyniku wyborów lokalnych, wyraźnie ambitnego ministra zdrowia i zaplecza, które jawnie liczy głowy, tworzy niestabilny koktajl.
Za tydzień o tej porze będziemy wiedzieć, czy przemówienie do "sceptyków" było punktem zwrotnym, czy jedynie przypisem do historii. Rozsądne zakłady obstawiają na razie przeżycie przez Starmera tego tygodnia. Nieco mniej rozsądne zastanawiają się, czy przeżycie tygodnia to to samo, co przeżycie roku.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie source.
