Słońce, błoto i monoski: czy czas zmienić termin Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich?
Wielkie zimowe roztopy
Narzekanie na pogodę jest wpisane w brytyjską naturę. Zazwyczaj marudzimy, bo pada podczas grilla albo jeden płatek śniegu paraliżuje całą sieć kolejową. Jednak najnowsze narzekania dobiegają z nieco chłodniejszych rejonów: z Zimowych Igrzysk Paraolimpijskich. Tyle tylko, że jak się okazuje, wcale nie jest już tam tak zimno. Właściwie robi się niemal tropikalnie.
Wszyscy widzieliśmy te nagrania. Sportowcy, którzy latami trenowali, by osiągnąć szczyt formy na lodzie i świeżym śniegu, nagle muszą radzić sobie z czymś, co można opisać jedynie jako gigantyczną, zamarzniętą breję. Kiedy wychodzi słońce i temperatura rośnie, przedrostek „zimowe” w nazwie igrzysk zaczyna brzmieć jak sugestia, a nie zasada. Rodzi to ogromne pytanie: czy czas wyrzucić obecny kalendarz do kosza i przenieść igrzyska na miesiąc, w którym śnieg rzeczywiście pozostaje zamarznięty?
Śliska sprawa dla sportowców
Dla paraolimpijczyka jakość podłoża to nie tylko kwestia ułamka sekundy w walce o rekord życiowy. To realny problem bezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że pędzisz w dół stoku na monoski z prędkością autostradową, by nagle wpaść w miękką, topniejącą breję, która chwyta Twój sprzęt jak mokry beton. To nieprzewidywalne, niebezpieczne i szczerze mówiąc, to niezły bałagan.
Obecny harmonogram zazwyczaj przewiduje, że paraolimpiada odbywa się tuż po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, zazwyczaj w marcu. W wielu częściach świata marzec to niezręczny okres przejściowy. Chciałby być zimą, ale wciąż flirtuje z wiosną. Dla miast gospodarzy oznacza to desperacką walkę o to, by stoki nie zamieniły się w serię bardzo drogich zjeżdżalni wodnych. Używają armatek śnieżnych, stabilizatorów chemicznych i ilości prądu wystarczającej do zasilenia małego kraju, tylko po to, by podtrzymać to marzenie. Czy to jest zrównoważone? Prawdopodobnie nie.
Technologiczne rozwiązanie: czy możemy udawać w nieskończoność?
Technologia zawsze była kręgosłupem zimowych igrzysk. Od zaawansowanej inżynierii protez po aerodynamikę bobslejów, to raj dla fanów technologii. Ale ostatnio najważniejszą technologią na miejscu są maszyny do produkcji śniegu. Jesteśmy w punkcie, w którym wiele zimowych igrzysk odbywa się niemal w 100 procentach na sztucznym śniegu. Jest on twardszy, bardziej lodowaty i znacznie mniej wybaczający niż ten naturalny. Jest też niesamowicie zasobożerny.
Z brytyjskiej perspektywy, gdzie wszyscy staramy się być bardziej eko i dbać o każdy grosz, ogromny koszt mrożenia góry w 15 stopniach ciepła wydaje się szaleństwem. Żyjemy w czasach kryzysu kosztów utrzymania i kryzysu klimatycznego. Wydawanie milionów na rozpylanie wody w powietrzu z nadzieją, że zamarznie, zanim dotknie ziemi, przypomina próbę klimatyzowania Sahary. To techniczny cud, jasne, ale też trochę desperacki ruch.
Logistyczny koszmar
Dlaczego więc po prostu nie przenieść igrzysk na styczeń? Wydaje się to proste, ale w świecie globalnej transmisji sportowej i logistyki nic nie jest łatwe. Jeśli przeniesiesz Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie w środek zimy, zderzysz się z ogromnym murem konkurencji. Masz Premier League w pełnym rozkwicie, fazy play off NFL za oceanem i mnóstwo innych sportowych gigantów, którzy kradną światło reflektorów i przychody z reklam.
Paraolimpiada zasługuje na własną przestrzeń i dedykowaną publiczność. Przeniesienie jej na wcześniejszy termin może oznaczać lepszy śnieg, ale też mniej widzów przed ekranami. To klasyczny dylemat. Czy priorytetem jest jakość nawierzchni, czy zasięg transmisji? Dla sportowców odpowiedź jest oczywista. Dla ludzi w zarządach jest to znacznie bardziej skomplikowane.
Czy przyszłość jest w hali?
Oto kontrowersyjna myśl: jeśli planeta będzie się ocieplać w tym tempie, czy w końcu zobaczymy „Halowe Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie”? Mamy już ogromne centra narciarskie w miejscach takich jak Dubaj czy Manchester. Oferują idealnie kontrolowane środowisko, gwarantowaną jakość śniegu i zero szans na to, że nagła fala upałów zrujnuje slalom gigant.
Oczywiście puryści będą tym oburzeni. Częścią magii zimowych igrzysk jest oszałamiająca górska sceneria i walka z żywiołami. Przeniesienie tego do czegoś, co jest w zasadzie wielką zamrażarką w centrum handlowym, odbiera trochę duszy. Ale jeśli alternatywą jest oglądanie najlepszych sportowców świata rywalizujących w kałuży, zamrażarka może zacząć wyglądać całkiem atrakcyjnie. Z pewnością wygrałaby na tym spójność zawodów, nawet jeśli ucierpiałaby estetyka.
Werdykt: czas na zmiany
Ostatecznie Zimowe Igrzyska Paraolimpijskie muszą pozostać elitarnym wydarzeniem sportowym, a nie testem tego, kto najlepiej radzi sobie w błotnej kąpieli. Obecny trend „tropikalnej” zimowej pogody to nie jednorazowy wybryk; to nasza nowa rzeczywistość. Chowanie głowy w (topniejący) śnieg i liczenie na mrozy przy następnej okazji nie jest strategią.
Uważam, że organizatorzy muszą wykazać się odwagą. Niezależnie od tego, czy oznacza to przesunięcie dat na wcześniejszy okres roku, czy znacznie bardziej selektywne podejście do wyboru miast gospodarzy w oparciu o długoterminowe prognozy klimatyczne, coś musi się zmienić. Jesteśmy winni sportowcom scenę godną ich talentu. Jeśli oznacza to, że będziemy oglądać narciarstwo, kończąc świąteczne resztki w styczniu, niech tak będzie. Wolę zamarznięte igrzyska w styczniu niż te błotniste w marcu każdego dnia tygodnia.
Opłacalność jest tutaj kluczowa. Jeśli inwestujemy fundusze publiczne i prywatne w te wydarzenia, chcemy oglądać najlepszą możliwą wersję sportu. Oglądanie odwołanego wyścigu, bo trasa dosłownie wyparowała, nie jest zbyt dobrym zwrotem z inwestycji. Czas spojrzeć prawdzie w oczy, przeanalizować dane i zmienić kalendarz, zanim zimowe igrzyska domyślnie staną się wiosennymi.
Przeczytaj oryginalny artykuł na źródle.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.