Rosja oskarża o naruszenia zawieszenia broni ogłoszonego przez Trumpa, a drony wciąż latają
Rosja twierdzi, że Ukraina naruszyła zawieszenie broni ponad 1000 razy, podczas gdy Kijów liczy ofiary rosyjskich dronów. Czy dyplomacja Trumpa ma jakiekolwiek szanse?
No cóż, nie trzeba było długo czekać. Zaledwie zaschł atrament na trzymiesięcznym zawieszeniu broni ogłoszonym przez Donalda Trumpa, a Moskwa już groziła palcem w stronę Kijowa, oskarżając Ukrainę o ponad tysiąc naruszeń. Tymczasem ukraińscy urzędnicy liczyli ofiary rosyjskich dronów i ostrzału artyleryjskiego. Spokojny weekend? Zapomnij.
Co tak naprawdę się wydarzyło?
W piątek 8 maja 2026 roku Trump ogłosił krótkie zawieszenie broni trwające od soboty do poniedziałku, sprytnie zbieżne z rosyjską paradą z okazji Dnia Zwycięstwa 9 maja. Pomysł, przynajmniej w teorii, polegał na tym, by wstrzymać walki na tyle długo, by obie strony mogły uczcić tę okazję bez akompaniamentu artylerii.
W praktyce broń i drony nigdy nie ucichły.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony twierdziło, że Ukraina naruszyła zawieszenie broni ponad 1000 razy. Ukraina z kolei poinformowała o jednej osobie zabitej i trzech rannych w Zaporożu w ciągu 24 godzin, według szefa regionalnego Iwana Fiedorowa. W Chersoniu gubernator Ołeksandr Prokudyn podał, że rannych zostało siedem osób. Kolejnych pięć odniosło obrażenia, gdy dron uderzył w dziewięciopiętrowy blok mieszkalny w Charkowie, jak podał regionalny gubernator Ołeh Syniehubow.
Po drugiej stronie linii prorosyjski urzędnik Władimir Saldo twierdził, że dwie osoby zostały ranne na okupowanych terenach Chersonia w wyniku ukraińskiego ostrzału. Bez względu na to, którą stronę liczyć pierwszą, bilans ofiar rośnie.
Bilans dronów
Ukraińskie siły powietrzne poinformowały, że zestrzeliły lub zniszczyły wszystkie 27 rosyjskich dronów bojowych i zwiadowczych wystrzelonych w nocy. To imponujący stuprocentowy wskaźnik przechwycenia, który brzmi świetnie, dopóki nie uzmysłowisz sobie, że jedynym powodem, dla którego miało to znaczenie, jest fakt, że drony w ogóle zostały wystrzelone w trakcie domniemanego zawieszenia broni.
Dlaczego to zawieszenie broni zawsze miało być chwiejne
Kontekst ma tu znaczenie, i nie jest on pochlebny. To nie było pierwsze zawieszenie broni, które rozpadło się jak mokry papier. Wcześniejszy rozejm, ogłoszony jednostronnie przez Rosję z okazji Dnia Zwycięstwa, podobno rozpadł się w ciągu kilku godzin, a Moskwa wypuściła dla pewności 108 dronów i trzy rakiety.
Ukraina konsekwentnie opowiadała się za właściwym, bezwarunkowym 30-dniowym zawieszeniem broni od 6 maja, które Moskwa po prostu zignorowała. W zamian świat dostał trzymiesięczne okienko Trumpa, które akurat doskonale pokrywało się z harmonogramem kremlinowskiej parady. Cóż za zbieg okoliczności.
Dla Kijowa zgodzenie się na symboliczną pauzę powiązaną z rosyjską paradą wojskową zawsze musiało być trochę jak zgadzanie się na rozejm w urodziny wroga, żeby mógł spokojnie zdmuchnąć świeczki.
Parada Putina i "głupi żart"
Władimir Putin przeprowadził skrojoną w dół paradę z okazji Dnia Zwycięstwa 9 maja, oznajmiając, że wierzy, iż wojna "zmierza ku końcowi". Optymistyczne, biorąc pod uwagę, że ten sam weekend upłynął pod znakiem ataków dronów na bloki mieszkalne.
Wołodymyr Zełenski, nigdy nie przegapiający okazji do celnej riposty, wydał kpiarski dekret ogłaszający Plac Czerwony strefą zamkniętą podczas parady. Kreml podobno określił ten komentarz jako "głupi żart", choć tego cytatu nie potwierdziły niezależnie główne media relacjonujące wydarzenie. Podchodź do tego z rezerwą.
Wymiana jeńców
Jeden mały jasny punkt: zawieszenie broni podobno było powiązane z wymianą jeńców w stosunku 1000 za 1000. To znacząca liczba rodzin po obu stronach, które odzyskują kogoś bliskiego, niezależnie od tego, co politycy wykrzykują do siebie nawzajem.
Wymiany jeńców mają tendencję do bycia tą częścią takich umów, która rzeczywiście przynosi efekty. Niezależnie od dyplomatycznego teatru wokół nich, ludzie wracający do domu są prawdziwi.
Dlaczego polscy czytelnicy powinni się tym przejmować?
Słuszne pytanie. Wojna na Ukrainie trwa od lat, a gadanina o zawieszeniu broni stała się niemal szumem w tle. Ale ta ma znaczenie z kilku powodów.
Po pierwsze, to test na żywo, ile waży dyplomacja Trumpa. Zawieszenie broni z pośrednictwem USA rozpadające się we wzajemnych oskarżeniach w ciągu 24 godzin to niezbyt błyskotliwa reklama retoryki "zakończę wojnę pierwszego dnia".
Po drugie, rynki energii, łańcuchy dostaw i wydatki na obronność w całej Europie nadal są związane z tym, co dzieje się na Ukrainie. Polskie i europejskie gospodarstwa domowe odczuły skutki uboczne w rachunkach za paliwo i cenach żywności. Prawdziwe zawieszenie broni miałoby znaczenie, kosmetyczne w większości nie.
Po trzecie, kształtuje klimat polityczny w krajach NATO, w tym w naszym. Budżety obronne, pakiety wsparcia i debaty parlamentarne zależą od tego, jak przebiega wojna. Nieudany rozejm wzmacnia argument za długotrwałym zaangażowaniem, nie osłabia go.
Kto tak naprawdę to narusza?
To niekomfortowa kwestia. Obie strony oskarżają się nawzajem, obie raportują ofiary i obie mają polityczne powody, by kształtować narrację po swojemu. Rosyjskie twierdzenie o ponad 1000 naruszeniach pochodzi z jej własnego Ministerstwa Obrony, które nie jest dokładnie neutralnym arbitrem. Ukraińskie raporty o ofiarach pochodzą od regionalnych urzędników, podających nazwiska, miejsca i widoczne zniszczenia na potwierdzenie.
Możesz wyciągnąć własne wnioski, ale gdy jedna strona pokazuje zdjęcia trafionego bloku mieszkalnego w Charkowie, a druga wydaje komunikat prasowy, przepaść w wiarygodności jest dość wyraźna.
Co dalej?
Gdy minie trzy dni, spodziewaj się, że obie strony ogłoszą, że to ta druga złamała umowę jako pierwsza. Trump prawdopodobnie przypisze sobie częściowe zasługi za jakiekolwiek ograniczenie walk i obwini resztę za pozostałych. Putin będzie nadal przekonywał, że koniec jest bliski. Zełenski będzie nadal naciskać na dłuższe, bezwarunkowe zawieszenie broni, które Moskwa będzie nadal odrzucać.
Innymi słowy, choreografia jest znajoma. Pytanie, czy coś istotnego z tego wyniknie, jak dłuższe ramy zawieszenia broni lub poważna ścieżka negocjacyjna. Na razie znaki nie są zachęcające.
Werdykt
Trzymiesięczne zawieszenia broni powiązane z symbolicznymi datami to dyplomatyczny teatr. Dobrze wyglądają w nagłówkach, dają politykom coś do pokazania i rzadko zmieniają fakty na ziemi. To nie było wyjątkiem. Dopóki obie strony nie zgodzą się na poważne, długoterminowe ramy, spodziewaj się tego samego: latających dronów, wymiany oskarżeń i zwykłych ludzi płacących cenę.
Jeśli jest jakiś prawdziwy promyk nadziei, to wymiana jeńców. Wszystko inne to w większości szum.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.
