Ronnie O'Sullivan po nerwowej końcówce awansuje do swojego pierwszego od dwóch lat finału rankingowego
Rakieta nie zwalnia tempa
W wieku 50 lat większość ludzi myśli o zwolnieniu tempa. Ronnie O'Sullivan, zgodnie ze swoim charakterem, ma inne plany. Siedmiokrotny mistrz świata wywalczył sobie drogę do finału World Open w Yushan w Chinach, wygrywając 6-5 w półfinale z Wu Yize, który to mecz z pewnością nie należał do łatwych.
To pierwszy rankingowy finał O'Sullivana od czasu, gdy w styczniu 2024 roku wzniósł trofeum World Grand Prix, pokonując Judda Trumpa 10-7. Mówimy o około 26 miesiącach bez występu w finale turnieju rankingowego, co przy jego wyśrubowanych standardach można niemal uznać za urlop.
Decydujący frejm jak z bajki
Półfinał wcale nie był jednostronnym widowiskiem. Wu Yize, któremu należą się ogromne słowa uznania, naciskał O'Sullivana do granic możliwości. Młody Chińczyk popisał się brejkami 77, 86 i znakomitym 134, dzięki czemu przez cały mecz pozostawał w grze.
O'Sullivan odpowiedział podejściami 86, 78, 97 oraz 118, ale to właśnie decydujący frejm pokazał, dlaczego wciąż jest największą gwiazdą dyscypliny. Przegrywając 43-0 i będąc pod ścianą, wyczarował czyszczenie stołu na poziomie 89 punktów, by wyrwać zwycięstwo. Co za zuchwałość. Czterdzieści jeden tytułów rankingowych i ponad 1320 setek w karierze, a on wciąż znajduje sposoby, by zmusić widzów do wstania z foteli.
Rekordowe 153 punkty
Choć półfinał był dramatyczny, prawdopodobnie nie był to najbardziej niezwykły wyczyn O'Sullivana w tym tygodniu. W ćwierćfinale rozgromił Ryana Daya 5-0 i niemal od niechcenia wbił brejka 153, najwyższego w historii profesjonalnego snookera.
Dla porównania: poprzedni rekord należał do Jamiego Burnetta, który w 2004 roku w kwalifikacjach do UK Championship wbił 148 punktów. O'Sullivan nie tylko go poprawił, on go zmiażdżył, dodając pięć punktów.
Brejk był możliwy dzięki zasadzie wolnej bili. O'Sullivan nominował zieloną jako dodatkową czerwoną, wbijając ją za jeden punkt, a następnie czarną za siedem. Stamtąd wyczyścił wszystkie 15 czerwonych (z 13 czarnymi i dwiema różowymi), a na koniec wbił wszystkie sześć kolorowych. Matematyka daje równe 153 punkty. Dla człowieka, który ma już na koncie 17 maksymalnych brejków 147, szukanie sposobów na jeszcze wyższe wyniki wydaje się niemal zachłanne.
Co dalej?
W niedzielnym finale O'Sullivan zmierzy się z Thepchaiyą Un-Nooh w formacie do 10 wygranych frejmów, a zwycięzca zgarnie 175 000 funtów. Un-Nooh wywalczył swoje miejsce, pokonując w drugim półfinale lidera światowego rankingu, Judda Trumpa, 6-4, co było sporym zaskoczeniem.
40-letni Taj nie jest obcy szybkiemu, ofensywnemu snookerowi, więc ten finał może być naprawdę ekscytujący. Wielkim pytaniem pozostaje to, czy zdoła utrzymać takie podejście przez 19 frejmów przeciwko najbardziej upartemu O'Sullivanowi.
Dlaczego to jest ważne?
Sezon 2025/26 w wykonaniu O'Sullivana nie był dotąd jego najlepszym. Dotarcie do finału rankingowego na tym etapie, zwłaszcza gdy zbliżają się Mistrzostwa Świata w kwietniu, sugeruje, że wyczucie formy jest idealne. 42. tytuł rankingowy jeszcze bardziej wyśrubowałby jego własny rekord, do którego nikt inny prawdopodobnie się nie zbliży.
World Open to trzeci od końca turniej rankingowy sezonu i wydaje się, że u O'Sullivana forma przychodzi w odpowiednim momencie. Czy jest to obliczone, czy przypadkowe, wie tylko on sam. Tak czy inaczej, niedzielę warto spędzić przed ekranem, oglądając transmisję w TNT Sports lub Discovery+.
Przeczytaj oryginalny artykuł na źródło.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.