Rok pierwszy: Cicha misja papieża Leona XIV wciąż przerywana przez Donalda Trumpa
Po roku pontyfikatu papież Leon XIV stawia czoła napięciom z administracją Trumpa. Jak pierwszy amerykański papież radzi sobie z presją polityczną?
Dwanaście miesięcy temu cicho mówiący augustianin z Chicago stanął na balkonie bazyliki św. Piotra i został papieżem Leonem XIV, 267. następcą św. Piotra i pierwszym w historii papieżem urodzonym w Stanach Zjednoczonych. Miał nadzieję, że jego pierwszy rok będzie poświęcony głoszeniu kazań, duszpasterstwu i delikatnemu wskazywaniu drogi. Wszechświat oraz pewien były gospodarz reality show o pomarańczowej karnacji mieli inne plany.
Papież duszpasterz i hałaśliwy sąsiad
Piątek, 8 maja 2026 roku, był pierwszą rocznicą pontyfikatu Leona i na papierze powinno to być spokojne wydarzenie. 70-letni Robert Prevost, z wykształcenia matematyk, który został misjonarzem, spędził ten rok, robiąc to, co augustianie potrafią najlepiej: kładąc nacisk na wspólnotę, harmonię i niemodną ideę, że może powinniśmy być dla siebie nieco bardziej życzliwi.
Żadnych teatralnych gestów. Żadnych zaskakujących konferencji prasowych z pokładu samolotu. Tylko konsekwentne, wytrwałe głoszenie Ewangelii Kościołowi katolickiemu liczącemu około 1,4 miliarda wiernych.
A potem Donald Trump otworzył usta. Znowu.
Spór, którego miało nie być
Na początku tygodnia Trump oskarżył Leona o narażanie wielu katolików na niebezpieczeństwo w związku ze stanowiskiem papieża wobec wojny w Iranie. Szczerze mówiąc, nie jest to rodzaj wypowiedzi, jakiej oczekuje się pod adresem biskupa Rzymu we wtorkowy poranek. Krytyka ta rzekomo wynikała z wcześniejszych uwag na temat poglądów Leona dotyczących imigracji i polityki deportacyjnej, które już wcześniej nadwyrężyły relacje między Watykanem a Białym Domem.
Odpowiedź Leona była w stylu augustiańskim: wyważona, celna i nieco druzgocąca. Jeśli ktoś chce mnie krytykować za głoszenie Ewangelii, powiedział, niech robi to w prawdzie.
To, drogi czytelniku, teolodzy nazywają świętym ciosem.
Wkracza Marco Rubio, rozjemca
W przeddzień rocznicy sekretarz stanu USA Marco Rubio wpadł do Watykanu na wizytę, którą dyplomaci uprzejmie nazywają naprawianiem relacji. Spędził z papieżem około 45 minut, a w samym Watykanie łącznie około dwóch i pół godziny, przy czym w szerszych rozmowach uczestniczył kardynał Pietro Parolin.
Było to pierwsze spotkanie Leona z członkiem gabinetu Trumpa od prawie roku, co mówi wszystko o tym, jak chłodne stały się stosunki. Rozmowa rzekomo dotyczyła Kuby, Libanu i różnych konfliktów w Afryce, przy czym wszyscy zapewne bardzo starali się nie wspominać o słoniu w kształcie Iranu, który trąbił w kącie.
Kim w ogóle jest papież Leon XIV?
Dla tych, którzy przestali śledzić wydarzenia gdzieś w okolicy białego dymu, oto skrócona wersja. Leon XIV to:
- Pierwszy w historii papież urodzony w USA
- Pochodzący z Chicago augustianin od zawsze
- Były misjonarz z głębokimi korzeniami w Ameryce Łacińskiej
- Z wykształcenia matematyk, co być może tłumaczy spokój pod ostrzałem
- 70-latek, który najwyraźniej nie ma ochoty dać się zastraszyć
Z temperamentu jest całkowitym przeciwieństwem swojego poprzednika, papieża Franciszka, którego 12-letni pontyfikat rzadko był pozbawiony dramatów. O ile Franciszek często prowadził Kościół odważnymi, przyciągającymi uwagę gestami, Leon woli powolne działanie. Duszpasterstwo ponad politykę. Homilię ponad gorący komentarz.
Porównanie do św. Józefa
Według doniesień AP, kardynał Timothy Dolan w swojej homilii w bazylice św. Piotra porównał Leona do św. Józefa, patrona cichych, niezawodnych ludzi, którzy robią swoje, podczas gdy wszyscy inni wpadają w panikę. To trafne porównanie, choć warto zauważyć, że ten konkretny szczegół pochodzi z jednego źródła na miejscu, a nie z wielu niezależnych raportów.
Mimo to oddaje to nastrój. Leon nie stara się być głównym bohaterem. Stara się być pewną ręką.
Pieniądze, misje i Fundacja Papieska
Jak podaje AP, powołując się na członka Fundacji Papieskiej Warda Fitzgeralda, fundacja, która wymaga deklaracji wpłaty co najmniej 1,25 miliona dolarów, powitała 25 nowych rodzin od czasu wyboru Leona. Nie byliśmy w stanie niezależnie zweryfikować tych liczb, więc należy podchodzić do nich z dziennikarską rezerwą, ale jeśli są dokładne, sugerują, że amerykańscy katoliccy filantropi reagują dość ciepło na swojego rodaka na tronie św. Piotra.
Trzeba jednak pamiętać, że bycie popularnym wśród bogatych darczyńców i bycie popularnym w Białym Domu to dwie zupełnie różne rzeczy.
Czym miał być pierwszy rok Leona
Rozmawiając z ludźmi, którzy uważnie śledzą poczynania Leona, wyłania się obraz papieża, który po prostu chce wykonywać swoją pracę. Głosić Ewangelię. Odwiedzać wiernych. Wspierać harmonię. Podobno planował uczcić rocznicę wizytą duszpasterską w Pompejach i Neapolu, co jest mniej więcej papieskim odpowiednikiem rezygnacji z gali na rzecz lokalnego festynu parafialny.
To, na swój cichy sposób, jest deklaracją. Papiestwo pod rządami Leona nie polega na byciu interesującym na Twitterze. Chodzi o bycie obecnym tam, gdzie ludzie faktycznie żyją.
Dlaczego to ma znaczenie dla nas wszystkich
Można słusznie zapytać, dlaczego brytyjskiego czytelnika miałaby obchodzić słowna utarczka między amerykańskim papieżem a amerykańskim prezydentem. Z trzech powodów.
Po pierwsze, kiedy głowa Kościoła liczącego 1,4 miliarda wiernych wypowiada się na temat wojny, migracji i broni nuklearnej, odbija się to echem daleko poza kręgami katolickimi. Po drugie, Watykan pozostaje jedną z niewielu instytucji na świecie, która ma realną siłę przebicia w globalnych konfliktach, a sposób, w jaki angażuje się w relacje z Waszyngtonem, ma znaczenie dla wszystkich, w tym dla nas. Po trzecie, zapowiada się to na fascynujące studium przypadku tego, jak celowo powściągliwy przywódca radzi sobie z kimś, kto celowo wyolbrzymia swoje znaczenie.
Werdykt po pierwszym roku
Jeśli oceniać pierwszy rok Leona wyłącznie przez pryzmat jego deklarowanych ambicji, spokojnego głoszenia kazań, wspólnoty i harmonii, można by go nazwać cichym sukcesem, wielokrotnie przerywanym przez zewnętrzny hałas, na który nie zapraszał. Spory z Trumpem nie są jego dziełem. Naprawianie relacji spadło na innych. Utrzymał swoją linię bez utraty panowania nad sobą, co w 2026 roku graniczy z cudem.
Drugi rok prawdopodobnie będzie podobny. Więcej wizyt duszpasterskich. Więcej delikatnego, ale stanowczego sprzeciwu teologicznego. I prawie na pewno więcej momentów, w których matematyk z Chicago będzie musiał przypomnieć byłemu deweloperowi z Queens, że Ewangelia nie jest konkursem na wyniki oglądalności w telewizji.
Papież Leon XIV być może nie szukał tej walki. Ale powoli i konsekwentnie udowadnia, że potrafi w niej wytrwać.
Przeczytaj oryginalny artykuł w źródle.
