Razer Boomslang 20th Anniversary: Przepiękna, Przepłacona Relikwia dla Zagorzałych Nerdów

Razer Boomslang 20th Anniversary: Przepiękna, Przepłacona Relikwia dla Zagorzałych Nerdów

Legenda Węża

Cofnijmy się myślami do 1999 roku. Były to czasy workowych dżinsów, wątpliwego żelu do włosów i skrzeczącej symfonii modemów dial-up. W świecie gier pojawiła się firma Razer z urządzeniem, które wyglądało mniej jak peryferium, a bardziej jak coś wyciągniętego z miejsca katastrofy w Roswell. Tym urządzeniem był Boomslang. Był dziwny, szeroki i obiecywał uczynić z ciebie boga Quake'a. Dwadzieścia lat później Razer postanowił uczcić to dziedzictwo limitowaną edycją z okazji 20. rocznicy. Ale czy to triumfalny powrót, czy tylko bardzo droga wycieczka sentymentalna?

Design, który pokochać może tylko mama (albo zawodowy gracz)

Boomslang nigdy nie był ergonomiczny w tradycyjnym sensie. Podczas gdy nowoczesne myszy są wyrzeźbione tak, by pasować do ludzkiej dłoni jak wspierająca rękawica, Boomslang wygląda jak spłaszczony mechaniczny chrząszcz. Jest niesamowicie szeroki z przodu i zwęża się ku wąskiemu ogonowi. W edycji na 20. rocznicę Razer porzucił plastik oryginału i postawił na pełen luksus. Mamy tu ciężką, zimną w dotyku metalową obudowę, która sprawia wrażenie, jakby przeżyła wybuch nuklearny albo przynajmniej bardzo sfrustrowane rzucenie przez pokój po serii przegranych.

Przyciski są ogromne. Zajmują niemal połowę powierzchni myszy, przez co nawet jeśli masz koordynację nakręconej wiewiórki, prawdopodobnie trafisz w lewy przycisk. Jednak kształt to polaryzujący wybór. Jeśli trzymasz mysz chwytem palmowym, będziesz miał z tym problem. Ta mysz została zaprojektowana dla fanów chwytu szponowego z końca lat dziewięćdziesiątych, ludzi, którzy chcieli wykonywać precyzyjne ruchy nadgarstkiem z chirurgiczną dokładnością. W dzisiejszych czasach to jak jazda zabytkowym sportowym samochodem bez wspomagania kierownicy. Jest mechaniczna, surowa i lekko wyczerpująca.

Specyfikacja: nowoczesna technologia w antycznej obudowie

Pod tą ciężką metalową obudową Razer faktycznie umieścił nowoczesne podzespoły. Otrzymujemy wysokiej klasy czujnik optyczny, który śledzi ruch znakomicie. To przepaść w porównaniu z oryginalną technologią kulkową, która wymagała czyszczenia martwego naskórka i kurzu co trzy godziny, żeby kursor poruszał się prosto. Jest szybki, dokładny i działa na niemal każdej powierzchni. Ale jest pewien haczyk: nikt tak naprawdę nie będzie używał tego do gier kompetytywnych w 2024 roku. Jest za ciężka, kształt zbyt ekscentryczny, a szczerze mówiąc, zbyt cenna.

Kółko przewijania nadal tu jest, schowane w znajomym centralnym rowku, i ma wystarczająco wyraźne kliknięcia. Kabel jest opleciony, czego można się spodziewać w tej cenie. Ale mimo nowoczesnego czujnika mysz sprawia wrażenie muzealnego eksponatu z nowo zamontowanym silnikiem. Jest zdolna do wysokiej wydajności, ale obudowa nie pozwala jej naprawdę konkurować z dzisiejszymi lekkimi jak piórko myszami bezprzewodowymi.

Cena, która jest dosłownie żartem

Porozmawiajmy o słoniu w pokoju: cenie. Gdy ta mysz trafiła na rynek, jej koszt wiele osób określało jako dosłowny żart. W gospodarce, gdzie wszyscy liczymy każdy grosz i zastanawiamy się, czy stać nas na lepsze herbatniki w tym tygodniu, wydawanie setek funtów na przewodową mysz wydaje się jak gorączkowy sen. Nie płacisz za narzędzie; płacisz za kawałek historii. Płacisz za zielono świecące logo, numer limitowanej edycji wygrawerowany na spodzie i eleganckie drewniane pudełko, w którym jest dostarczana.

Dla przeciętnego gracza chcącego poprawić swój stosunek K/D w Call of Duty to fatalna inwestycja. Za cenę tego przedmiotu kolekcjonerskiego mógłbyś kupić topową mysz bezprzewodową, przyzwoitą klawiaturę mechaniczną i jeszcze zostałoby ci na porządną kolację. Ale kolekcjonerów nie obchodzi wartość za pieniądze w tradycyjnym sensie. Zależy im na prestiżu i nostalgii posiadania jednego z zaledwie 2000 wyprodukowanych egzemplarzy.

Werdykt: na kominek, nie na podkładkę

Razer Boomslang w edycji na 20. rocznicę to piękny, absurdalny i całkowicie zbędny przedmiot. To list miłosny do wczesnych dni gier na PC, kiedy wszystko było eksperymentalne i trochę szalone. Jako codzienny sprzęt to koszmar. Jest ciężka, kształt sprawi, że dłoń zacznie boleć już po dwudziestu minutach, a kabel wydaje się jak łańcuch łączący z przeszłością, którą w większości zostawiliśmy za sobą.

Jednak jako dzieło sztuki technologicznej jest niesamowita. Metalowa konstrukcja nadaje jej premium charakter, którego żadna inna mysz na rynku nie może dorównać. Jeśli jesteś zagorzałym fanem Razera z gablotą ekspozycyjną i dochodem do dyspozycji, przy którym piłkarz Premier League zapłakałby z zazdrości, to prawdopodobnie już ją posiadasz. Dla wszystkich pozostałych to fascynujące spojrzenie na to, skąd przyszliśmy, ale nie miejsce, do którego ktokolwiek naprawdę chciałby wracać.

Zalety i wady

  • Zalety: Niesamowita jakość wykonania, prawdziwe znaczenie historyczne, fantastycznie wygląda na półce.
  • Wady: Cena przyprawiająca o zawrót głowy, fatalna ergonomia do nowoczesnej gry, wystarczająco ciężka, by służyć jako kotwica.

Nasza rekomendacja? Jeśli nie jesteś zagorzałym kolekcjonerem, wydaj pieniądze na coś, co nie będzie wymagać wizyty u fizjoterapeuty po długiej sesji gamingowej. To fajny relikt, ale wciąż relikt.

Przeczytaj oryginalny artykuł na źródle.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.