Od ultimatów do Graceland: Szalony tydzień dyplomacji Trumpa z Iranem
Jeśli na swojej karcie bingo na rok 2026 miałeś "prezydent grozi zniszczeniem elektrowni w sobotę, a w poniedziałek zwiedza posiadłość Elvisa" - gratulacje. Nie wygrywasz absolutnie niczego, bo w tym momencie surrealizm to po prostu wtorek (a właściwie poniedziałek).
48-godzinne ultimatum, które nic nie znaczyło
Zaczęło się, jak to zwykle bywa, od wpisu na Truth Social. W sobotę 22 marca Donald Trump postawił Iranowi ultimatum na 48 godzin: całkowicie otworzyć Cieśninę Ormuz albo liczyć się z uderzeniami na elektrownie w kraju. Język był typowy dla Trumpa - zapisany wielkimi literami dla podkreślenia i ociekający groźbą.
Dla kontekstu: Cieśnina Ormuz to nie jakiś drobny szlak handlowy. Przepływa przez nią około jedna piąta światowej ropy i LNG, a także blisko 15 milionów baryłek surowej ropy dziennie, co stanowi około 34% światowego handlu ropą surową, według US Energy Information Administration. Częściowa blokada Iranu, będąca odpowiedzią na skoordynowane uderzenia USA i Izraela, które rozpoczęły się 28 lutego, wprawiła rynki energetyczne w chaos. Międzynarodowa Agencja Energetyczna podobno ostrzegła, że sytuacja jest gorsza niż łącznie wzięte kryzysy naftowe z lat 70. Stawka jest więc, delikatnie mówiąc, ogromna.
A potem nastąpił zwrot o 180 stopni
Do poniedziałku 23 marca ton zmienił się dramatycznie. Trump ogłosił pięciodniowe przedłużenie terminu uderzenia, powołując się na "produktywne" rozmowy i twierdząc, że USA i Iran osiągnęły "15 punktów porozumienia". Naturalnie nie podał żadnych szczegółów, czego te punkty faktycznie dotyczyły.
Trump powiedział Joe Kernenowi z CNBC, że jest "bardzo zdecydowany na zawarcie umowy", i stwierdził, że jego wysłannicy Steve Witkoff i Jared Kushner rozmawiali w niedzielę wieczorem z "szanowanym irańskim przywódcą". Według Axiosa, powołującego się na izraelskie źródła, był to przewodniczący parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf. Warto jednak zauważyć, że źródło CNN znające kulisy rozmów stwierdziło, że nie wydaje się, by doszło do bezpośredniego kontaktu między Ghalibafem a zespołem Trumpa. Rzeczywistość może być bliższa pośredniej komunikacji przez pośredników.
Iran pyta: jakie rozmowy?
I tu zaczyna się prawdziwy węzeł gordyjski. Iran stanowczo zaprzeczył, że jakiekolwiek negocjacje mają miejsce. Sam Ghalibaf stwierdził, że "żadne negocjacje z USA nie były prowadzone", posuwając się nawet do nazwania twierdzeń Trumpa manipulacją rynkową. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Iranu publicznie to potwierdziło.
Jednak obraz nie jest aż tak jednoznaczny. Starszy urzędnik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych powiedział ekskluzywnie CBS News, że Iran "otrzymał punkty od USA za pośrednictwem mediatorów" i że są one "w trakcie przeglądu". Prawda leży więc prawdopodobnie gdzieś między twierdzeniami Trumpa o bezpośrednim, produktywnym zaangażowaniu a kategorycznymi zaprzeczeniami Iranu. Pośrednicy, w tym Pakistan, Egipt, Turcja i Oman, wydają się wykonywać ciężką pracę za kulisami.
Mówi się nawet o tym, że Pakistan mógłby być gospodarzem bezpośrednich rozmów, w których potencjalnie wziąłby udział wiceprezydent JD Vance wraz z Kushnerem i Witkoffem. Pakistańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych stwierdziło, że jest "zawsze gotowe być gospodarzem rozmów", jeśli obie strony się zgodzą, choć ani Departament Stanu, ani biuro Vance'a tego nie potwierdziły.
A potem było Graceland
W ten sam poniedziałek, w którym Trump odkładał uderzenia militarne i ogłaszał dyplomatyczne przełomy, znalazł też czas na wizytę w Graceland - posiadłości Elvisa Presleya w Memphis. Podpisał replikę gitary i przemówił do żołnierzy Gwardii Narodowej. Bo nic tak nie podkreśla "przywództwa w czasie wojny" jak postój w rezydencji Króla, gdy kraj jest w czwartym tygodniu zbrojnego konfliktu z Iranem.
Szerszy kontekst
Krytycy zauważyli, że ogłoszenia Trumpa wydają się podejrzanie zsynchronizowane z otwarciem rynków finansowych. Ceny ropy spadły, a rynki akcji wzrosły w poniedziałek po ogłoszeniu przedłużenia terminu. CNN opublikował analizę tego, co nazwał "podejrzanie zsynchronizowanymi z rynkiem ogłoszeniami w sprawie Iranu". Zbieg okoliczności czy kalkulacja? Wyciągnij własne wnioski.
Trump stwierdził również, że Iran musi całkowicie oddać swoje zapasy wzbogaconego uranu, oświadczając "żadnej bomby nuklearnej, żadnej broni nuklearnej" i sugerując, że USA "wezmą to sami", jeśli będzie to konieczne. To maksymalistyczne żądanie i nadal daleko od jasności, czy jakiekolwiek ramy dyplomatyczne mogłyby je zrealizować.
Iran ze swojej strony zagroził całkowitym zamknięciem Cieśniny Ormuz i uderzeniem w elektrownie zasilające bazy wojskowe USA, jeśli jego własna infrastruktura energetyczna zostanie zaatakowana. Retoryka po obu stronach pozostaje podżegająca, nawet gdy komunikacja zakulisowa najwyraźniej jest kontynuowana za pośrednictwem mediatorów.
Pozostaje nam sytuacja, która jest jednocześnie niebezpieczna, zagmatwana i lekko absurdalna. Wojna w czwartym tygodniu. Ultimata wydawane i cofane w ciągu 48 godzin. Zaprzeczenia podważane przez anonimowe briefingi. I wizyta prezydenta w Graceland wciśnięta między to wszystko. Cokolwiek ostatecznie wyłoni się z tego chaosu, z pewnością nie będzie nudne.
Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.