Na własną rękę: dlaczego Liberałowie chcą prawdziwie brytyjskiego przycisku nuklearnego

Na własną rękę: dlaczego Liberałowie chcą prawdziwie brytyjskiego przycisku nuklearnego

Sir Ed Davey to zazwyczaj człowiek, którego widzimy spadającego z deski do wiosłowania lub zjeżdżającego na linie, by przyciągnąć uwagę mediów. Jednak jego ostatnia zmiana w polityce jest znacznie bardziej wybuchowa niż typowe chwyty kampanijne. Lider Liberalnych Demokratów wezwał Wielką Brytanię do opracowania własnych pocisków nuklearnych, co w efekcie oznaczałoby zakończenie trwającej od dziesięcioleci zależności od Stanów Zjednoczonych w kwestii naszego głównego środka odstraszania. To odważny ruch, który sygnalizuje istotną zmianę w tradycyjnie ostrożnym podejściu partii do obronności i rodzi ogromne pytania o nasz budżet, suwerenność oraz możliwości techniczne.

Umowa najmu: jak właściwie działa Trident

Aby zrozumieć, dlaczego Sir Ed robi tyle szumu, musimy najpierw przyjrzeć się temu, jak działa obecny system. Większość ludzi zakłada, że skoro mamy okręty podwodne klasy Vanguard i brytyjskie głowice, to jesteśmy właścicielami wszystkiego. W rzeczywistości tak nie jest. Systemy przenoszenia, czyli pociski Trident II D5, które przenoszą te głowice, są częścią wspólnej puli zarządzanej przez Stany Zjednoczone. W zasadzie je wynajmujemy. Nie posiadamy nawet konkretnych pocisków; odbieramy je z bazy w Kings Bay w Georgii, umieszczamy na naszych okrętach, a później zwracamy do konserwacji.

To trochę tak, jakby mieć wysokiej klasy samochód sportowy, ale być zmuszonym wynajmować silnik od sąsiada, który w każdej chwili może się wyprowadzić lub wymienić zamki w garażu. Choć Wielka Brytania utrzymuje niezależność operacyjną, co oznacza, że możemy wystrzelić pociski bez amerykańskich kodów czy zgody, jesteśmy całkowicie zależni od technicznego wsparcia USA, aby utrzymać je w stanie gotowości. Gdyby USA zdecydowały się jutro zaprzestać współpracy, nasz odstraszacz nuklearny miałby bardzo krótki termin przydatności.

Czynnik Trumpa i niepokój geopolityczny

Dlaczego stało się to nagle tematem rozmów Liberałów? Odpowiedź prawdopodobnie tkwi w zmiennych piaskach amerykańskiej polityki. W obliczu potencjalnego powrotu Donalda Trumpa do Białego Domu, wiarygodność USA jako partnera w dziedzinie bezpieczeństwa jest kwestionowana w całej Europie. Historyczny sceptycyzm Trumpa wobec NATO i jego retoryka America First przyprawiły europejskich liderów o dreszcze. Jeśli USA odwrócą się od europejskiego bezpieczeństwa, bycie uwiązanym do ich technologii rakietowej wygląda mniej jak strategiczna przewaga, a bardziej jak ogromna słabość.

Sir Ed Davey argumentuje, że Wielka Brytania musi być kowalem własnego losu. W świecie, który wydaje się coraz bardziej niestabilny, poleganie na politycznych kaprysach obcego mocarstwa w kwestii naszej ostatecznej polisy ubezpieczeniowej to hazard, na który Liberałowie nie chcą już przystawać. To dążenie do autonomii strategicznej, które odzwierciedla dyskusje toczące się w Paryżu i Berlinie, choć pozycja nuklearna Wielkiej Brytanii jest wyjątkowa ze względu na głęboką integrację z amerykańskimi systemami.

Gospodarczy słoń w pokoju

Teraz porozmawiajmy o pieniądzach. Brytyjska gospodarka raczej nie jest w stanie pompować miliardów w nowy projekt ambicjonalny. Budowa suwerennego systemu rakietowego od zera jest nie tylko droga; jest astronomicznie kosztowna i rujnująca budżet. Mówimy o projekcie, który trwałby dekady i wymagałby dziesiątek miliardów funtów na badania, rozwój i infrastrukturę.

Obecnie Wielka Brytania wydaje już fortunę na nowe okręty podwodne klasy Dreadnought oraz program wymiany głowic. Dodanie do tego rachunku programu rozwoju własnych pocisków byłoby trudne do sprzedania społeczeństwu, które obecnie zmaga się z wysokimi rachunkami za energię i niewydolną służbą zdrowia. Skąd dokładnie Sir Ed zamierza wziąć te pieniądze? Liberałowie często uchodzili za partię odpowiedzialności fiskalnej i wydatków społecznych, więc przejście na politykę wymagającą ogromnego wzrostu budżetu obronnego wydaje się być zagadką dla ich tradycyjnego elektoratu.

Czy w ogóle potrafimy to zbudować?

Poza kosztami pojawia się pytanie o możliwości techniczne. Wielka Brytania nie opracowała pocisku balistycznego dalekiego zasięgu od czasu anulowania projektu Blue Streak w latach 60. Spędziliśmy pół wieku, pozwalając naszej krajowej wiedzy rakietowej zaniknąć, podczas gdy opieraliśmy się na amerykańskiej inżynierii. Odbudowa tej bazy przemysłowej byłaby monumentalnym zadaniem. Musielibyśmy wyszkolić całe nowe pokolenie inżynierów rakietowych, zbudować nowe obiekty testowe i pokonać ogromne przeszkody w produkcji lotniczej.

Oczywiście nie jest to niemożliwe. Francja radzi sobie z tym dzięki swoim pociskom M51, które są w pełni krajowe. Ale Francuzi konsekwentnie utrzymywali ten przemysł przez dziesięciolecia. Dla Wielkiej Brytanii powrót do gry teraz byłby jak próba zbudowania smartfona od zera po pięćdziesięciu latach używania telefonu z tarczą. To bardzo stroma góra do pokonania.

Strategiczna rzeczywistość

Istnieje również argument, że w pełni niezależny system w krótkim terminie osłabiłby nasze bezpieczeństwo. Okres przejściowy byłby pełen ryzyka. Jeśli przekierujemy fundusze z obecnego programu Trident na budowę nowego brytyjskiego pocisku, możemy skończyć z luką w zdolnościach, gdzie żaden z systemów nie będzie w pełni niezawodny. Co więcej, nasze relacje z USA opierają się właśnie na tej współzależności. Zerwanie umowy dotyczącej Tridenta mogłoby zostać odebrane jako zniewaga dla naszego najbliższego sojusznika, co mogłoby zaszkodzić wymianie danych wywiadowczych i innym obszarom współpracy wojskowej.

Liberałowie patrzą jednak wyraźnie w przyszłość. Stawiają na to, że świat zmierza w stronę bardziej podzielonego, wielobiegunowego układu, w którym starych sojuszy nie można brać za pewnik. W tym kontekście, prawdziwie niezależny środek odstraszania to jedyny sposób, aby zapewnić, że Wielka Brytania pozostanie mocarstwem najwyższej klasy z miejscem przy stole.

Werdykt: Ambicja kontra rzeczywistość

Czy Sir Ed Davey ma rację? Z czysto suwerennej perspektywy, tak. Poleganie na innym narodzie w kwestii najpotężniejszej broni jest z natury ryzykowne. Jeśli chcesz, aby środek odstraszania był naprawdę wiarygodny, musisz być w stanie utrzymać go samodzielnie. Jednak z praktycznego i ekonomicznego punktu widzenia, ta propozycja wydaje się mrzonką. Brytyjska gospodarka jest pod ogromną presją, a skala inwestycji potrzebnych do budowy krajowego programu rakietowego jest trudna do uzasadnienia, gdy mamy tak wiele innych pilnych potrzeb.

Musimy również wziąć pod uwagę koszt alternatywny. Czy te pieniądze nie zostałyby lepiej wydane na siły konwencjonalne, cyberobronę, a nawet zieloną energię, aby zmniejszyć naszą zależność od zagranicznego paliwa? To pytania, na które Liberałowie będą musieli odpowiedzieć, jeśli chcą, aby ta polityka była traktowana poważnie przez wyborców. Na razie wydaje się to odważną deklaracją intencji, której brakuje realistycznego planu realizacji. Sugerowanie, że możemy po prostu zbudować własne bomby atomowe i powiedzieć USA, żeby zabrały swoje pociski, brzmi dowcipnie, ale rzeczywistość przemysłowa i finansowa Wielkiej Brytanii sugeruje, że jeszcze przez długi czas możemy utknąć z tym wynajmem.

Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.