Jeremiah Azu traci brąz na 60 m w Toruniu o setną sekundy

Jeremiah Azu traci brąz na 60 m w Toruniu o setną sekundy

Tak blisko, że różnicę można zmierzyć linijką

Są takie porażki, które bolą, a potem jest to, co przydarzyło się Jeremiahowi Azu w Toruniu w czwartkowy wieczór. Walijski sprinter, broniący tytułu halowego mistrza świata na 60 m, zajął czwarte miejsce w finale Halowych Mistrzostw Świata w Lekkoatletyce 2026 w Polsce, tracąc brązowy medal o dokładnie jedną setną sekundy. To mniej więcej czas potrzebny na mrugnięcie okiem. Właściwie, cofam to. Mrugnięcie trwa dłużej.

Azu przekroczył linię mety w czasie 6,46 s, zaledwie 0,01 s za Trayvonem Bromellem z USA, który sam wyprzedził Jamajczyka Kishane'a Thompsona w walce o brąz o tysięczną część sekundy (6,448 dla Thompsona, który zdobył srebro, 6,448 dla Bromella, który zdobył brąz). Jeśli brzmi to absurdalnie ciasno, masz rację. Pierwszą czwórkę dzieliło pięć setnych sekundy. Fotofinisz nawet tego nie oddaje.

Anthony pędzi po złoto

Człowiekiem, który zostawił wszystkich w tyle, był Amerykanin Jordan Anthony, który pomknął po złoto z najlepszym czasem na świecie 6,41 s. To czwarty wynik w historii biegu na 60 m, co jest całkiem niezłym osiągnięciem jak na gościa, który jeszcze niedawno grał jako skrzydłowy na Uniwersytecie Arkansas. Anthony, partner treningowy Noaha Lylesa, przeszedł na zawodowstwo zaledwie dziewięć miesięcy przed zdobyciem tytułu mistrza świata. Niektóre zmiany kariery wychodzą lepiej niż inne.

Dwa oblicza biegu Azu

Okrutna ironia polega na tym, że Azu pobiegł w półfinale szybciej niż w finale. Jego 6,45 w półfinale było rekordem życiowym, nowym rekordem Walii i drugim najszybszym czasem na 60 m w historii brytyjskiej lekkoatletyki. Tylko Dwain Chambers pobiegł w hali szybciej, notując 6,42 w marcu 2009 roku. Azu pukał do tych drzwi.

Co więc poszło nie tak w finale? Liczby mówią same za siebie. Czas reakcji Azu na starcie wyniósł 0,144 s, w porównaniu do 0,127 s Anthony'ego. Ta różnica 0,017 s na starcie jest większa niż 0,01 s, która dzieliła go od medalu na mecie. W tak krótkim biegu, gdzie strzał pada i wszystko kończy się, zanim większość ludzi zdąży usiąść, czysty start to wszystko.

Czwarta lokata to nie wstyd

Postawmy sprawę jasno: zajęcie czwartego miejsca na Mistrzostwach Świata z czasem 6,46 s to nie jest porażka. Po prostu tak się czujesz, gdy jesteś obrońcą tytułu, a medal był na wyciągnięcie ręki. Azu przyjął to z klasą, jakiej można oczekiwać.

"To trudne do przełknięcia, ale jestem dumny, że przyjechałem i próbowałem bronić swojego tytułu. Taki jest sport. Żyjesz, uczysz się i stajesz się lepszy."

Nie myli się. Azu ma dopiero dwadzieścia kilka lat, wciąż się rozwija i nadal liczy się w stawce najszybszych ludzi świata. Rekord Walii i finał mistrzostw świata tego samego wieczoru to wynik, z którego można być dumnym.

Szersza perspektywa

Dla brytyjskiego sprintu sygnały są zachęcające. Długoletni rekord halowy Chambersa (6,42) nagle wydaje się być w zasięgu. Azu poprawił się z 6,55 w eliminacjach na 6,45 w półfinale w ciągu zaledwie kilku godzin. Ta trajektoria, jeśli utrzyma się przez sezon letni, może uczynić go poważnym kandydatem do medali, gdy stawka stanie się naprawdę wysoka.

Na razie jednak musi pogodzić się z tym, że jest najszybszym człowiekiem w Toruniu bez medalu. Czwarte miejsce. Jedna setna sekundy. Sport bywa wspaniale i boleśnie niesprawiedliwy.

Przeczytaj oryginalny artykuł na źródło.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.