Gotówka, chaos i stworzenia: dlaczego banknot pięciofuntowy stał się nowym polem bitwy kulturowej
Jest coś wyjątkowo brytyjskiego w wpadaniu w furię z powodu kawałka plastiku, którego większość z nas używa tylko do kupienia zestawu obiadowego w promocji lub kartonu mleka. Jesteśmy narodem, który szczyci się tradycją, a jednak znaleźliśmy się w samym środku dziwnego przeciągania liny o to, kto lub co powinno zdobić nasze banknoty. Z jednej strony mamy tradycjonalistów trzymających się swoich banknotów z Churchillem, jakby były ostatnimi szalupami ratunkowymi na Titanicu. Z drugiej mamy RSPCA, które sugeruje, że być może powinniśmy zacząć płacić za zakupy wizerunkami szczurów i gołębi. Tak, dobrze przeczytaliście.
Dylemat Churchilla
Przez lata Sir Winston Churchill spoglądał z banknotu pięciofuntowego z grymasem, który idealnie oddaje nastrój każdego, kto próbuje kupić bilet kolejowy w 2024 roku. Jest on ikoną Brytyjczyków, symbolem hartu ducha, determinacji i umiejętności dobrego prezentowania się w kapeluszu typu Homburg. Jednak wiadomość, że może zostać ostatecznie zastąpiony, wywołała wstrząs w korytarzach Westminsteru. Politycy są, co przewidywalne, wściekli. Dla wielu usunięcie Churchilla to nie tylko zmiana papieru firmowego; to zamach na samą tożsamość narodową.
Argument obozu prochurchillowskiego jest prosty: po co naprawiać coś, co nie jest zepsute? Churchill reprezentuje punkt zwrotny w historii, a jego obecność na naszej walucie służy jako codzienne przypomnienie narodowej odporności. Ale gdy Bank Anglii patrzy w przyszłość, pojawia się pytanie: kto jeszcze zasługuje na takie miejsce? Czy powinniśmy w kółko rotować tą samą szóstką postaci historycznych, czy nadszedł czas na radykalne przemyślenie sprawy? Sprzeciw sugeruje, że dla wielu nie ma akceptowalnego zastępstwa dla człowieka, który przeprowadził nas przez Blitz.
Wchodzą szczury i gołębie
W momencie, gdy wydawało się, że debata nie może być już bardziej surrealistyczna, do dyskusji włączyło się RSPCA. W ruchu, który wprawił wielu w osłupienie, organizacja charytatywna zajmująca się dobrostanem zwierząt zasugerowała, aby na naszej walucie znalazły się jedni z mniej lubianych członków królestwa zwierząt. Konkretnie, stawiają na szczury i gołębie. Logika polega najwyraźniej na budowaniu empatii i szacunku dla wszystkich istot czujących, nawet tych, które obecnie spędzają czas na przeszukiwaniu naszych śmietników lub terroryzowaniu turystów na Trafalgar Square.
Wyobraźcie sobie tę scenę: sięgacie do kieszeni, żeby zapłacić za kawę i wyciągacie czystą, fioletową dychę z wizerunkiem pospolitego szczura śniadego. To z pewnością temat do rozmowy. RSPCA argumentuje, że umieszczając te zwierzęta na naszych pieniądzach, moglibyśmy zacząć postrzegać je jako coś innego niż szkodniki. To odważna strategia, choć można się zastanawiać, czy nie przyniesie odwrotnego skutku. Biorąc pod uwagę obecny stan brytyjskiej gospodarki, bycie kojarzonym z tonącym statkiem lub gryzoniem roznoszącym zarazę może być dla niektórych podatników zbyt dosłowne.
Pracowity bóbr
Jako potencjalny kandydat przewijał się również bóbr i ten pomysł ma całkiem sens. Jako symbol pracowitości, inżynierii i przywracania dzikiej przyrody, bóbr reprezentuje bardziej pozytywną, przyszłościową wersję brytyjskiej fauny. Są zajęte, są konstruktywne i nie mają takiego bagażu PR jak gołębie. W świecie, w którym coraz bardziej martwimy się o środowisko, bóbr na banknocie mógłby być postrzegany jako ukłon w stronę naszych celów ekologicznych. Poza tym, świetnie wyglądają z profilu.
Cyfrowy słoń w pokoju
Podczas gdy spieramy się o to, która postać historyczna lub futrzasty przyjaciel powinien być nadrukowany na naszej gotówce, w pokoju znajduje się większy, cyfrowy słoń. Czy to w ogóle ma jakiekolwiek znaczenie? W erze Apple Pay, kart zbliżeniowych i aplikacji bankowych, gotówka staje się rzadkością. Wielu z nas tygodniami nie dotyka fizycznego banknotu. Piątka stała się czymś, co trzymasz z tyłu etui na telefon na wypadek sytuacji awaryjnych lub czymś, co znajdujesz w kartce urodzinowej od dalekiej ciotki.
Być może dlatego debata jest tak gorąca. W miarę jak gotówka staje się mniej narzędziem użytkowym, a bardziej artefaktem kulturowym, jej wartość symboliczna rośnie. Nie chodzi już tylko o pięć funtów; chodzi o to, co te pięć funtów mówi o nas jako o kraju. Jeśli odchodzimy od Churchilla, czy odchodzimy od naszej historii? Jeśli przyjmiemy szczura, czy przyjmujemy nową, bardziej inkluzywną (choć nieco brudniejszą) przyszłość?
Kwestia wartości
Musimy również wziąć pod uwagę brytyjską gospodarkę. W okresie, w którym inflacja sprawiła, że banknot pięciofuntowy wydaje się bardziej wart tyle, co pięćdziesięciopensówka, obraz na awersie jest niemal nieistotny w porównaniu z tym, co faktycznie można za niego kupić. Niezależnie od tego, czy jest to bohater wojenny czy grzywacz, ten banknot ledwo nadąża za ceną bochenka chleba. Jest pewna ironia w tym, że politycy spędzają godziny na debacie o estetyce waluty, podczas gdy jej rzeczywista wartość nadal gwałtownie się waha. To jak kłócenie się o tapetę w momencie, gdy dom jest przejmowany przez komornika.
Werdykt: kto wygrywa?
Ostatecznie Bank Anglii ma trudne zadanie. Musi zrównoważyć żądania tradycjonalistów, którzy chcą utrzymać historię na pierwszym planie, z wezwaniami do bardziej nowoczesnej, różnorodnej, a może nawet przyjaznej zwierzętom reprezentacji Wielkiej Brytanii. Choć sugestia RSPCA dotycząca szczurów i gołębi jest prawdopodobnie zbyt radykalna dla ogółu społeczeństwa, podnosi interesującą kwestię tego, co cenimy jako społeczeństwo.
Moje zdanie? Na razie powinniśmy trzymać się ludzi, choćby po to, by uniknąć nieuniknionych żartów, że nasze pieniądze to dosłownie szkodniki. Nie ma jednak powodu, dla którego nie moglibyśmy wyjrzeć poza zwykłych podejrzanych. Wielka Brytania jest pełna naukowców, artystów i innowatorów, którzy jeszcze nie mieli swojego momentu w świetle reflektorów (lub na polimerze). Jeśli chodzi o Churchilla, miał dobrą passę. Być może czas, aby przeszedł na emeryturę do podręczników historii i pozwolił komuś innemu radzić sobie ze stresem bycia upychanym w portfelu.
Ostatecznie, niezależnie od tego, czy na banknotach chcesz bobra, ptaka czy Brytyjczyka, najważniejsze jest to, żebyśmy mieli ich wystarczająco dużo, by przeżyć. W obecnym klimacie to znacznie większe wyzwanie niż decydowanie o tym, czyja twarz widnieje na froncie.
Przeczytaj oryginalny artykuł pod adresem źródła.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.