Gdy sędzia wybiera stronę: kulisy przyjaznej kampanii FCC przeciwko Disneyowi
Jest coś głęboko niepokojącego w organie regulacyjnym, który ma być bezstronnym arbitrem, a nagle zaczyna wyglądać, jakby miał swoją ulubioną drużynę. Według e-maili pozyskanych przez Wired, urzędnik ds. egzekwowania prawa w FCC, który nadzoruje stacje telewizyjne na zachodnim wybrzeżu, w tym te należące do stacji ABC Disneya, prywatnie zaoferował pomoc przewodniczącemu FCC, Brendanowi Carrowi, w jego kampanii przeciwko gigantowi rozrywki. Jeśli to prawda, jest to rodzaj rewelacji, która sprawia, że zastanawiasz się, czy "niezależny regulator" po cichu stał się oksymoronem.
E-maile, które wywołały burzę
Raport autorstwa Della Camerona, opublikowany 19 marca 2026 roku, koncentruje się na wewnętrznych e-mailach ujawniających, że urzędnik służby cywilnej odpowiedzialny za nadzorowanie stacji ABC w Kalifornii zwrócił się do biura Carra z ofertą pomocy. Dokładna tożsamość urzędnika nie została publicznie potwierdzona, choć Biurem ds. Egzekwowania Prawa FCC kieruje Loyaan A. Egal. Nie jest jasne, czy chodziło o samego Egala, czy o szefa regionalnego biura terenowego, ale konsekwencje są identyczne: ktoś, czyj opis stanowiska wymaga neutralności, najwyraźniej postanowił wybrać stronę i wcisnąć gaz do dechy.
Wired uzyskało e-maile bezpośrednio i choć ich pełna treść nie została publicznie udostępniona, sprawa była przywoływana przez Nieman Journalism Lab, NPR oraz wiele innych mediów. Nikt nie wydaje się kwestionować istnienia tej korespondencji. Już samo to jest dość wymowne.
Jak do tego doszło: krótkie i nieco męczące podsumowanie
Aby zrozumieć, dlaczego wyciekłe e-maile od jednego urzędnika mają tak duże znaczenie, potrzebujesz tła. Zapnij pasy, bo to dość długa droga.
W marcu 2025 roku Carr wysłał list do dyrektora generalnego Disneya, Boba Igera, nakazując Biuru ds. Egzekwowania Prawa FCC zbadanie praktyk ABC w zakresie różnorodności, równości i inkluzywności. Jego konkretny zarzut koncentrował się na standardach inkluzywności ABC Entertainment, o których po raz pierwszy wspomniał Variety w 2020 roku, a które wymagały, aby 50% stałych i powracających postaci pochodziło z grup niedoreprezentowanych. Standardy stanowiły również, że 50% lub więcej scenarzystów, reżyserów, członków ekipy i dostawców musi spełniać kryteria demograficzne.
Carr nie poprzestał na wyrażeniu zaniepokojenia. Zasugerował, że wyniki dochodzenia mogą "fundamentalnie wpłynąć na ich kwalifikacje moralne do posiadania licencji". Mówiąc wprost: współpracujcie albo ryzykujcie utratę licencji nadawczej. To nie jest uprzejme szturchnięcie regulatora. To ktoś, kto wymachuje młotem, upierając się, że trzyma go tylko dla przyjaciela.
Ironia jest warta odnotowania. Disney zaczął wycofywać się ze swoich zobowiązań DEI jeszcze przed nadejściem listu Carra. W lutym 2025 roku firma po cichu usunęła swoją stronę internetową Reimagine Tomorrow, a 11 lutego zamieniła "Różnorodność i Inkluzywność" na znacznie bardziej mdłą "Strategię Talentów" w swoich wskaźnikach wynagrodzeń kadry kierowniczej. Disney najwyraźniej potrafił dobrze odczytać nastroje polityczne, co sprawia, że zastanawiasz się, co dokładnie miało osiągnąć to dochodzenie poza wysłaniem bardzo publicznego komunikatu.
Afera z Kimmelem: kiedy sprawy stały się naprawdę dramatyczne
Potem nadszedł wrzesień 2025 roku i sytuacja z napiętej stała się teatralna.
Jimmy Kimmel poczynił w swoim wieczornym programie uwagi, które wywołały gniew niektórych postaci politycznych. 17 września Carr pojawił się w podcaście Benny'ego Johnsona i wystosował coś, co można określić jedynie jako mało zawoalowaną groźbę pod adresem stacji stowarzyszonych z ABC: "Możemy to załatwić po dobroci albo po złości". Subtelność sama w sobie.
Reakcja była szybka i, szczerze mówiąc, zaskakująca. Nexstar i Sinclair, dwie z największych amerykańskich grup nadawczych, zdjęły program Kimmela z anteny w ciągu kilku godzin. Staje się to mniej zaskakujące, gdy weźmie się pod uwagę, że zgoda na retransmisję stanowi ponad 50% całkowitych przychodów firm takich jak Nexstar, Sinclair i TEGNA. Kiedy regulator zaczyna wydawać groźne dźwięki, zachęta finansowa do podporządkowania się jest nie tylko ogromna, jest egzystencjalna.
Disney zawiesił Jimmy Kimmel Live!, tylko po to, by przywrócić go 23 września po fali publicznego sprzeciwu. FCC otrzymała ponad 1600 skarg na całą sprawę, a zdecydowana większość krytykowała zawieszenie i samego Carra. Więc to poszło dobrze dla wszystkich zainteresowanych.
Wzorzec, nie jednorazowy wybryk
Oto rzecz, która powinna niepokoić każdego, niezależnie od poglądów politycznych: to nie jest odosobniony incydent.
Carr wszczął dochodzenia w sprawie każdej większej amerykańskiej sieci nadawczej z wyjątkiem Foxa. Zwrócił również swoją uwagę na PBS, NPR, a nawet program The View w związku z zasadami równego czasu antenowego. NBCUniversal należące do Comcast oraz Verizon spotkały się z podobną kontrolą. Tymczasem CBS zawarło ugodę z Trumpem na 16 milionów dolarów podczas przeglądu fuzji Paramount i Skydance, co rodzi własne trudne pytania o relację między władzą regulacyjną a niezależnością redakcyjną.
Demokraci z Komisji Energii i Handlu rozpoczęli własne dochodzenie w sprawie działań Carra, określając je jako ataki na Pierwszą Poprawkę. Niezależnie od tego, czy zgadzasz się z taką interpretacją, wyraźnie selektywny charakter egzekwowania prawa mówi sam za siebie.
Dlaczego to ostatnie odkrycie ma znaczenie
Raport Wired dodaje nowy i naprawdę niepokojący wymiar do już napiętej sytuacji. Czym innym jest, gdy mianowany politycznie przewodniczący realizuje agresywną agendę regulacyjną. Jest to co najmniej w granicach tego, jak działają takie nominacje, nawet jeśli sprawia to, że obrońcy wolności prasy dostają gęsiej skórki.
Czym innym jest jednak, gdy zawodowi urzędnicy służby cywilnej, ludzie, którzy mają zapewniać ciągłość instytucjonalną i bezstronność, prywatnie zgłaszają się na ochotnika do czegoś, co wygląda jak operacja polityczna. Jeśli personel egzekwujący prawo aktywnie szuka sposobów na pomoc w atakowaniu konkretnych firm, granica między regulacją a odwetem staje się niezwykle cienka. Legitymacja FCC zależy od postrzegania, że jej działania egzekucyjne są napędzane prawem i dowodami, a nie tym, która firma medialna zdenerwowała którego polityka w zeszły wtorek.
Widok zza oceanu
Dla nas, obserwujących to z tej strony Atlantyku, płynie stąd szersza lekcja o tym, co dzieje się, gdy organy regulacyjne stają się narzędziami nacisku politycznego. Ofcom, warto to odnotować.
Amerykański krajobraz nadawczy jest kształtowany nie przez siły rynkowe czy zmiany technologiczne, ale przez domniemaną groźbę, że twoja licencja może być zagrożona, jeśli twój program nie spodoba się niewłaściwym ludziom. To powinno niepokoić każdego, kto ceni wolną prasę, niezależnie od tego, czy uważa Jimmy'ego Kimmela za choć trochę zabawnego.
Na ten moment FCC nie odpowiedziała publicznie na doniesienia Wired dotyczące e-maili urzędnika ds. egzekwowania prawa. Pełny zakres komunikacji wewnętrznej pozostaje nieznany. Ale to, co już wyszło na jaw, maluje obraz agencji, w której granice między kierunkiem politycznym a niezależnością egzekwowania prawa stały się w najlepszym razie całkowicie zatarte. A w najgorszym? Cóż, te e-maile sugerują raczej, że granice te zostały radośnie porzucone.
Przeczytaj oryginalny artykuł w źródle.

No comments yet. Be the first to share your thoughts.