Doniesienia: Trump rozważa zajęcie irańskiej wyspy naftowej, by otworzyć cieśninę Ormuz. Co może pójść nie tak?

Doniesienia: Trump rozważa zajęcie irańskiej wyspy naftowej, by otworzyć cieśninę Ormuz. Co może pójść nie tak?

Właśnie gdy wydawało się, że sytuacja na Bliskim Wschodzie nie może być już bardziej napięta, pojawiły się doniesienia, że Donald Trump rozważa inwazję lądową na wyspę Chark, najważniejszy irański hub eksportu ropy, aby siłą otworzyć cieśninę Ormuz. Bo nic tak nie krzyczy "przemyślana polityka zagraniczna" jak wysłanie piechoty morskiej w celu zajęcia wyspy znajdującej się na wyciągnięcie ręki od wybrzeża wrogiego państwa.

Historia, opisana przez Axios 20 marca 2026 roku, powołuje się na wysokich rangą urzędników administracji, którzy kreślą obraz prezydenta, któremu cierpliwość definitywnie się skończyła. Cytat, który krąży w kuluarach? "Chce, żeby Ormuz był otwarty. Jeśli będzie musiał zająć wyspę Chark, żeby to osiągnąć, tak się stanie." Subtelności w tym nie ma.

Jak do tego doszło

Aby zrozumieć, dlaczego ktokolwiek na poważnie rozważa desant na irańską wyspę, musimy cofnąć się o kilka tygodni. 28 lutego 2026 roku wspólne ataki USA i Izraela uderzyły w Iran, zabijając najwyższego przywódcę Chameneiego. Odpowiedź Iranu była szybka: Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej ogłosił zamknięcie cieśniny Ormuz około 4 marca, dławiąc jeden z najważniejszych światowych korytarzy morskich.

Cieśnina Ormuz, mająca w najwęższym punkcie 30 mil szerokości, odpowiada za około 20% światowych dostaw ropy i LNG. Jej zamknięcie jest mniej więcej odpowiednikiem zablokowania wszystkich autostrad wyjazdowych z Londynu jednocześnie, z tą różnicą, że zamiast spóźnionych dojeżdżających do pracy, mamy do czynienia z globalnym kryzysem energetycznym. Ropa Brent przekroczyła 100 dolarów za baryłkę 8 marca po raz pierwszy od czterech lat, ostatecznie osiągając przyprawiające o mdłości 126 dolarów za baryłkę.

Liczby są ponure. Ruch tankowców przez cieśninę spadł o około 70%, a ponad 150 statków zostało zakotwiczonych na zewnątrz, tworząc gigantyczną pływającą kolejkę. Do 12 marca potwierdzono 21 ataków na statki handlowe. Iran przyjął również dość kreatywne podejście "selektywnej blokady", pozwalając na przepłynięcie jednostkom z Turcji, Indii, Chin i Arabii Saudyjskiej, blokując jednocześnie statki USA, Izraela i sojuszników z Zachodu. Pomyślcie o tym jak o bardzo agresywnej liście gości w bardzo niebezpiecznym klubie nocnym.

Dotychczasowa reakcja USA

Waszyngton nie siedział bezczynnie. Siły USA zniszczyły 44 irańskie jednostki stawiające miny i uderzyły w ponad 90 celów wojskowych na wyspie Chark 13 marca. Co istotne, celowo unikano uderzeń w infrastrukturę naftową, co opisano jako ostrzeżenie. Mówiąc wprost: "Moglibyśmy zniszczyć całą waszą operację naftową, ale zachowujemy się uprzejmie. Na razie".

Mimo to blokada Iranu trwa, a to wyraźnie zaczyna irytować prezydenta. Stąd pomysł inwazji na wyspę Chark.

Dlaczego wyspa Chark?

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego jedna wyspa jest warta całego tego zamieszania, liczby mówią same za siebie. Wyspa Chark obsługuje około 90% irańskiego eksportu ropy naftowej. Jej zajęcie nie tylko otworzyłoby szlaki handlowe, ale skutecznie zacisnęłoby pętlę na gospodarczym gardle Iranu.

Wyspa leży od 15 do 21 mil od irańskiego wybrzeża, przy czym źródła podają różne odległości w zależności od tego, od której części stałego lądu mierzą. Ta niejednoznaczność nie jest zbyt budująca, gdy planuje się operację wojskową. W odległości około 33 km od brzegu jest ona wystarczająco blisko, aby Iran mógł uprzykrzyć życie każdej siłom okupacyjnym za pomocą rakiet brzegowych i szybkich łodzi szturmowych.

Problem "misji samobójczej"

Nie wszyscy w kręgach wojskowych wznoszą toast za ten plan. Harrison Mann, były analityk wywiadu armii USA, opisał zajęcie wyspy Chark jako "bliskie misji samobójczej" podczas wywiadu w Democracy Now 17 marca. A arytmetyka potwierdza jego obawy.

USS Tripoli zmierza w ten region z około 2200 żołnierzami piechoty morskiej. Brzmi imponująco, dopóki nie dowiemy się, że według analizy Manna, tylko około 1200 z nich to faktyczne wojska lądowe spośród 5000 marynarzy i żołnierzy piechoty morskiej na pokładach rozmieszczonych okrętów. Wysłanie 1200 żołnierzy lądowych w celu zajęcia i utrzymania wyspy w zasięgu rażenia narodu, który od dziesięcioleci przygotowywał się dokładnie na taki scenariusz, jest, mówiąc łagodnie, ambitne. Łącznie rozmieszczane są trzy jednostki piechoty morskiej, co sygnalizuje, że administracja przynajmniej przygotowuje się do takiej opcji, nawet jeśli żadna ostateczna decyzja nie została jeszcze podjęta.

Skutki energetyczne i dlaczego Wielka Brytania powinna się tym przejmować

Ten kryzys to coś znacznie więcej niż tylko amerykański problem. Zakłócenia energetyczne spowodowane zamknięciem Ormuz zostały opisane jako największe od czasu kryzysu naftowego w latach 70., a Wielka Brytania już to odczuwa.

Wielka Brytania jest jednym z siedmiu sojuszników popierających potencjalną koalicję na rzecz ponownego otwarcia cieśniny, choć żaden z nich nie skierował jeszcze okrętów wojennych. Brytyjskie Centrum Operacji Morskich śledzi ataki na żeglugę, a brytyjscy konsumenci już odczuwają konsekwencje na stacjach benzynowych i w rachunkach za energię. Przy kryzysie kosztów życia, który wciąż jest świeży w pamięci narodowej, kolejny szok cenowy energii jest ostatnią rzeczą, której potrzebują brytyjskie gospodarstwa domowe.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna zgodziła się uwolnić 400 milionów baryłek z rezerw awaryjnych, co powinno zapewnić pewną poduszkę bezpieczeństwa. Ale to tylko plaster na ranę, która może stać się bardzo głęboka, jeśli cieśnina pozostanie zablokowana. Ceny benzyny w USA już skoczyły z około 2,90 do 3,84 dolara za galon, a brytyjscy kierowcy mogą spodziewać się proporcjonalnego bólu nałożonego na już wysokie krajowe koszty energii.

Czy istnieją mniej wybuchowe opcje?

Warto zauważyć, że istnieją alternatywy dla pełnoskalowej inwazji amfibijnej. Analitycy wojskowi sugerowali, że po dalszym osłabieniu obrony wybrzeża Iranu, USA mogłyby rozmieścić niszczyciele i samoloty, aby eskortować tankowce przez cieśninę. Takie podejście niesie ze sobą znacznie mniejsze ryzyko eskalacji i pozwala uniknąć trudnego pytania o utrzymanie wrogiego terytorium przez czas nieokreślony siłami, które większość ekspertów uważa za zbyt małe do tego zadania.

Siedmiu sojuszników USA wyraziło poparcie dla wysiłków koalicji, choć wyraźny brak zaangażowanych okrętów wojennych sugeruje, że entuzjazm do wojny w Zatoce Perskiej jest, powiedzmy, umiarkowany.

Teatr polityczny

Sam Trump był charakterystycznie tajemniczy, publicznie stwierdzając, że "nigdzie nie wysyła wojsk", po czym dodał: "gdybym wysyłał, z pewnością bym wam o tym nie powiedział". Tymczasem amerykański ustawodawca Pete Sessions przedstawił dość kreatywny argument, że piechota morska na wyspie Chark nie stanowiłaby "wojsk na lądzie". Można sobie wyobrazić, że buty piechurów morskich mogłyby mieć na ten temat inne zdanie.

Co dalej?

Na dzień 20 marca nie podjęto ostatecznej decyzji o inwazji lądowej. Jednak rozmieszczenie jednostek piechoty morskiej, trwająca kampania powietrzna przeciwko irańskim pozycjom i coraz bardziej jastrzębi język wysokich rangą urzędników sugerują, że to coś więcej niż tylko bezczynne pobrzękiwanie szabelką.

Ponowne otwarcie cieśniny Ormuz przy użyciu siły militarnej jest technicznie możliwe. Czy jednak zrobienie tego poprzez zajęcie wyspy o rzut kamieniem od irańskiego wybrzeża jest mądre, proporcjonalne, a nawet wojskowo wykonalne przy dostępnych obecnie siłach, pozostaje zupełnie inną kwestią.

Dla brytyjskich konsumentów, którzy już krzywią się na samą myśl o tankowaniu samochodu, nadzieja leży w tym, że chłodniejsze głowy zwyciężą, zanim sytuacja dalej eskaluje. Historia ma dość nieprzyjemną tendencję do pokazywania, że operacje wojskowe reklamowane jako szybkie i decydujące rzadko takimi pozostają.

Przeczytaj oryginalny artykuł pod adresem źródło.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.