World · 5 min read

Bahrajn odbiera obywatelstwo 69 osobom za "sympatie" wobec Iranu, a organizacje praw człowieka dostrzegają bardzo niebezpieczny precedens

Bahrajn pozbawil obywatelstwa 69 osob za sympatie wobec Iranu. Organizacje praw czlowieka ostrzegaja przed niebezpiecznym precedensem w czasach wojny.

Bahrajn odbiera obywatelstwo 69 osobom za "sympatie" wobec Iranu, a organizacje praw człowieka dostrzegają bardzo niebezpieczny precedens

Jeśli myślisz, że zgubienie paszportu na Gatwick to stres, pomyśl o 69 osobach, którym Bahrajn właśnie całkowicie odebrał obywatelstwo. Królestwo twierdzi, że "gloryfikowały lub sympatyzowały z wrogimi działaniami Iranu". Organizacje praw człowieka mówią coś znacznie mniej pochlebnego: że Manama wykorzystuje regionalną wojnę jako przykrywkę, by uciszyć każdego, kto jest dla niej niewygodny.

Co się właściwie wydarzyło

Na mocy królewskiego dekretu króla Hamada ibn Isy Al Chalify Bahrajn unieważnił obywatelstwo 69 osób na podstawie artykułu 10/3 swojego Prawa o Obywatelstwie. Rząd twierdzi, że każda z nich jest osobą "niebahrajńskiego pochodzenia". To sformułowanie robi tu bardzo ciężką robotę i jeszcze do niego wrócimy.

Według Bahrajńskiego Instytutu na rzecz Praw i Demokracji (BIRD) jest to pierwsza masowa rewokacja obywatelstwa tego rodzaju w Bahrajnie od 2019 roku. Wiele mediów, w tym Al Jazeera, Middle East Eye i The National, podało tę samą liczbę, więc nie są to plotki krążące po kanałach Telegram. To oficjalna polityka, podpisana na najwyższym szczeblu.

Dlaczego teraz? Bo trwa wojna

Tło tych wydarzeń jest zupełnie niesubtelne. Izrael i Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki na Iran 28 lutego 2026 roku, a Teheran odwetowo uderza w państwa Zatoki Perskiej, które mają to nieszczęście gościć amerykański sprzęt wojskowy. Bahrajn, siedziba Piątej Floty USA, spełnia ten warunek z nawiązką.

Irańskie uderzenia już dotknęły bahrajńskie terytorium. Zbiorniki paliwa w Muharraqu zostały trafione 12 marca 2026 roku, a budynek mieszkalny w Manamie 10 marca 2026 roku. Gdy rakiety spadają na infrastrukturę paliwową, rządy sięgają po najbardziej radykalne narzędzia, jakie mają w zanadrzu. Pytanie brzmi, czy narzędzia te wymierzone są w rzeczywiste zagrożenia, czy w każdego, kto mógłby powiedzieć coś nie tak przy rodzinnym stole.

Problem "niebahrajńskiego pochodzenia"

I tu zaczyna się robić niekomfortowo. Wiele osób, które ogłoszono teraz "niebahrajńczykami", pochodzi z rodzin Ajami, etnicznych Persów, których przodkowie osiedlili się w Bahrajnie pokolenia temu. Nie mówimy o niedawnych przybyszach z jedną nogą na łodzi. Mówimy o rodzinach, które przez dziesiątki, a niekiedy setki lat budowały swoje życie, firmy i społeczności w tym królestwie.

Odbieranie obywatelstwa komuś, czyje dziadkowie tam się urodzili, to nie egzekwowanie polityki imigracyjnej. To przepisywanie przynależności. A gdy "pochodzenie" staje się kategorią prawną, którą można człowiekowi odebrać, rzadko kiedy zatrzymuje się na pierwszych 69 nazwiskach z listy.

Szerszy wzorzec

Bahrajn ma w tym doświadczenie. Pozbawianie obywatelstwa jest narzędziem z wyboru od czasu arabskiej wiosny w 2011 roku, gdy szyicka większość (około 45 procent kraju, rządzonego przez sunnicką monarchię Al Chalifa) wyszła na ulice. BIRD podaje, że w latach 2012-2019 kraj odebrał obywatelstwo co najmniej 990 osobom. Liczba ta nie została niezależnie zweryfikowana poza własnym raportem BIRD, ale trudno kwestionować opisywany przez nią trend.

Organizacja podaje również, że od wybuchu wojny do 10 kwietnia 2026 roku zatrzymano co najmniej 286 osób. Inne media ostrożniej mówią o "ponad 200 aresztowaniach". Tak czy inaczej, nie trzeba kalkulatora, by dostrzec, że mamy do czynienia z represjami.

Dlaczego ma to znaczenie poza Bahrajnem

Obrońcy praw człowieka ostrzegają, że właśnie ten precedens jest naprawdę niebezpieczny. Jeśli monarchia z Zatoki Perskiej może podczas wojny pozbawiać obywatelstwa dziesiątki obywateli, powołując się na niejasne "przestępstwa sympatii", co powstrzyma kolejny rząd w kolejnym kryzysie przed zrobieniem tego samego? Obywatelstwo ma być gruntem pod nogami, a nie przywilejem odbieranym, gdy polityka staje się niewygodna.

Dla czytelników w Wielkiej Brytanii to nie jest kwestia abstrakcyjna. Wielka Brytania posiada własne uprawnienia do pozbawiania obywatelstwa, ostatnio rozszerzone, a sprawa Shamimy Begum wyraźnie pokazała je opinii publicznej. Gdy zaprzyjaźniony sojusznik z Zatoki normalizuje masowe rewokacje w imię bezpieczeństwa narodowego, daje to pretekst każdemu w Westminsterze, kto mógłby być kuszony, by sięgnąć po ten sam mechanizm. Precedensy się rozprzestrzeniają.

Ludzki koszt bezpaństwowości

Łatwo przeczytać "odebrano obywatelstwo" i wyobrazić sobie biurokratyczną niedogodność. Rzeczywistość jest brutalna. Bezpaństwowość może oznaczać utratę prawa do pracy, dostępu do opieki zdrowotnej, możliwości wynajęcia mieszkania, a w wielu przypadkach deportację do kraju, w którym dana osoba nigdy nie postawiła nogi. Dzieci dziedziczą ten stan zawieszenia. Konta bankowe są zamrażane. Szkoły odsyłają uczniów.

A ponieważ dotknięte osoby są klasyfikowane jako "niebahrajńczycy", nie przysługuje im nawet zimna pociecha w postaci krajowej drogi prawnej stworzonej dla obywateli. Państwo jednym dekretem wykluczyło je z rozmowy o ich własnym życiu.

Dyplomatyczna ekwilibrystyka

Kalkulacja Bahrajnu polega zapewne na tym, że czas wojny pozwala działać zdecydowanie bez większej krytyki ze strony zachodnich stolic. Londyn i Waszyngton są uzależnione od bahrajńskich baz i bahrajńskiej współpracy, i żadne z nich nie śpieszy się z publicznym ganieniem partnera, który jest aktualnie ostrzeliwany irańskimi rakietami.

Ta cisza sama w sobie jest komunikatem. Organizacje praw człowieka będą dalej głośno protestować, ale przy braku rzeczywistej presji dyplomatycznej szanse na odzyskanie przez te 69 osób obywatelstwa wyglądają blado. Szanse na to, że kolejna lista będzie dłuższa, wyglądają znacznie lepiej.

Werdykt

Bahrajn jest w naprawdę trudnym położeniu. Goszczenie Piątej Floty podczas gorącej wojny z Iranem to nie jest spokojna praca i żaden rząd nie machnąłby ręką na wewnętrznych sympatyków wrogiego mocarstwa. Ale między ściganiem rzeczywistych przestępstw a masowym odbieraniem obywatelstwa ludziom, których jedyną zbrodnią jest w wielu przypadkach przynależność do niewłaściwej wspólnoty etnicznej w niewłaściwym momencie, jest ogromna przepaść.

Jeśli "sympatyzowanie z Iranem" stanie się skrótem myślowym oznaczającym "niewygodny dla reżimu", polityka ta przestaje dotyczyć bezpieczeństwa narodowego, a zaczyna dotyczyć uciszania sprzeciwu pod wojenną przykrywką. To właśnie ten precedens sygnalizują organizacje praw człowieka i na podstawie dostępnych dowodów to ostrzeżenie wydaje się w pełni uzasadnione.

Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie zrodla.

D
Written by

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.