World · 5 min czytania

Powrót do Pekinu: Trump wraca do Chin, które nie mrugają już pierwsze

Trump odwiedza Pekin po raz pierwszy od prawie dekady. Ale Chiny Xi Jinpinga z 2026 roku to inne państwo: bogatsze, pewniejsze siebie i mniej zależne od Ameryki.

Powrót do Pekinu: Trump wraca do Chin, które nie mrugają już pierwsze

Prawie dekadę po swoim ostatnim spacerze po czerwonym dywanie przez Zakazane Miasto, Donald Trump wraca do Pekinu. Ten sam prezydent, ten sam przepych, zupełnie inne Chiny.

Znajoma twarz, nieznajomy gospodarz

Gdy Trump po raz ostatni wylądował w Chinach w 2017 roku, Xi Jinping wydał bankiet w samym Zakazanym Mieście, gest, którym nie obdarzono żadnego zagranicznego przywódcy w nowożytnych czasach. Był to komplement z chińskimi cechami charakterystycznymi, a Trump chłonął go zachłannie.

Przenosząc się do wizyty państwowej w dniach 13-15 maja 2026 roku, pierwszej rezydującego prezydenta USA od mniej więcej dziewięciu lat, choreografia uległa zmianie. Program obejmuje podobno Zhongnanhai, zielony kompleks, w którym faktycznie mieszkają i pracują najwyżsi chińscy przywódcy. Symboliczne? Absolutnie. Mówi to wyraźnie: witaj z powrotem, ale tym razem my nadajemy ton.

Xi zadomowił się na dobre

Mężczyzna po drugiej stronie stołu to nie ten stosunkowo nowy silny człowiek z 2017 roku. Xi sprawuje teraz bezprecedensową trzecią kadencję, po tym jak przekształcił chińskie zasady polityczne, by utrzymać się na szczycie. Limity kadencji? Zlikwidowane. Rywale? Uciszeni. Pewność siebie? Nieograniczona.

Jeden z analityków powiedział wprost BBC: Pekin jest prawdopodobnie najpotężniejszym konkurentem, z jakim kiedykolwiek mierzył się Waszyngton. Nie Sowieci, nie imperialna Japonia, nawet nie rywale z epoki zimnej wojny. Dzisiejsze Chiny są czymś naprawdę nowym.

Dlaczego Wielka Brytania powinna się tym przejmować

Brytyjscy czytelnicy mogą się zastanawiać, dlaczego rozmowa dwóch przywódców w Pekinie ma znaczenie przy porannej kawie w Birmingham. Krótka odpowiedź: wszystko, od kolejnego iPhone'a, przez samochód elektryczny, rachunek za gaz aż po koszty dostawy zamówienia z Amazona, zależy od relacji USA-Chiny.

Jeśli ci dwaj dojdą do porozumienia, globalne rynki odetchną z ulgą. Jeśli nie, spodziewajcie się ceł, kontroli eksportu i kolejnej fali problemów z łańcuchem dostaw, które stopniowo uderzą w brytyjskie ceny.

Mapa handlowa, która po cichu się przerysowała

Oto fragment, który powinien skłonić Waszyngton do refleksji. Ameryka nie jest już największym klientem Chin. Nie jest nawet drugą. USA spadły na trzecie miejsce, za ASEAN (blok Azji Południowo-Wschodniej) i Unię Europejską.

Chiński eksport do USA spadł o około 20 procent w ostatnich latach, według doniesień mediów takich jak Washington Post i CNBC. Pekin nie skulił się i nie zapłakał. Zdywersyfikował rynki. Znalazł nowych kupców. Zbudował nowe szlaki.

Jeden z tych szlaków biegnie dosłownie przez Chongqing, megamiasto liczące ponad 30 milionów mieszkańców na południowym zachodzie Chin. Bezpośrednia kolejowa linia towarowa rozciąga się stamtąd przez Azję Środkową aż do Europy. Szacunkowy koszt jej budowy to około pięciu miliardów dolarów, choć liczby tej nie jest łatwo niezależnie zweryfikować.

Chongqing: cyberpunkowa wizytówka

Jeśli kiedykolwiek straciłeś godzinę na TikToku, oglądając metro przejeżdżające wprost przez blok mieszkalny, gratulacje, poznałeś stację Liziba w Chongqing. Miasto stało się mało prawdopodobną viralową ulubienicą Chin, pełną neonów, mgły i wielopoziomowych autostrad wyglądających jak fotomontaż.

Doniesienia o liczbie zagranicznych turystów są imponujące, a niektóre dane sugerują około dwóch milionów odwiedzających w ostatnim czasie. Oficjalne dane chongqingskiego rządu, cytowane przez South China Morning Post, wskazują na 1,3 miliona turystów przyjeżdżających w 2024 roku, choć i to oznaczało wzrost o imponujące 184 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Tak czy inaczej, przekaz jest jasny: Chiny chcą, żeby świat widział ich reprezentacyjne miasta, nie tylko fabryki.

Robot w pokoju

Podczas gdy Waszyngton kłócił się o zakazy TikToka i imigrację, Chiny po cichu stały się planetarnym warsztatem na sterydach. Mają już więcej robotów przemysłowych pracujących w fabrykach niż jakikolwiek inny kraj, a Pekin podobno planuje zainwestować coś w okolicach 400 miliardów dolarów w robotykę w 2026 roku, choć ta nagłówkowa liczba powinna być traktowana z dużą dozą ostrożności, dopóki nie zostanie należycie zweryfikowana.

Chiny są też niezaprzeczalnie największym producentem samochodów na świecie. BYD, Geely, Nio i pozostałe marki to już nie tylko nazwy, to realne zagrożenie dla Volkswagena, Forda i tak, Tesli.

Chipy, chipy, chipy

Saga półprzewodnikowa to miejsce, gdzie rozgrywa się prawdziwy geopolityczny poker. W 2022 roku administracja Bidena zatrzasnęła drzwi przed sprzedażą zaawansowanych chipów do Chin. Trump, po powrocie, poluzował nieco te ograniczenia, torując drogę dla Nvidii do sprzedaży niektórych zaawansowanych, choć nie najnowocześniejszych, chipów z powrotem na chiński rynek.

Czy to sprytna karta przetargowa, czy ustępstwo? Zależy, kogo zapytać. Jastrzębie w Waszyngtonie są zaniepokojone. Pekin tymczasem ściga się, by stworzyć własne.

Delegacja mówi wszystko

Trump nie leci sam. Doniesienia sugerują, że towarzyszą mu Tim Cook z Apple i Elon Musk z Tesli. To nie jest delegacja dyplomatyczna, to lista zakładników reprezentujących amerykańskie interesy korporacyjne w Chinach. Apple nadal potrzebuje chińskich fabryk. Tesla nadal potrzebuje gigafabryki w Szanghaju. Obaj wiedzą, że jedna nieudana konferencja prasowa może zmieść miliardy z wartości ich akcji.

To niezbyt subtelne przypomnienie, że przy całej twardej retoryce o rozdzielaniu gospodarek, amerykańska technologia jest nadal beznadziejnie uwikłana w chińską produkcję.

Tło, o którym nikt nie chce mówić

Ten szczyt odbywa się przy akompaniamencie toczącej się w tle wojny USA i Izraela z Iranem oraz kruchego rozejmu handlowego wynegocjowanego przez Trumpa i Xi podczas ich spotkania w Pusanie w październiku 2025 roku. Nastrój jest mniej miodowy miesiąc, bardziej ostrożne odprężenie.

Nie zapominajmy też o chińskim przydomku Trumpa, Chuan Jianguo, co z grubsza tłumaczy się jako Trump Budowniczy Narodu. Żart z jego pierwszej kadencji głosił, że był tak chaotyczny, iż przypadkowo wzmocnił Chiny. Internetowi dowcipnisie z Pekinu będą uważnie obserwować, czy sequel zasłuży mu na ten tytuł po raz drugi.

Jaki więc werdykt?

Trump wraca do Chin bogatszych, pewniejszych siebie, mniej zależnych od Ameryki i rządzonych przez człowieka, który skonsolidował władzę w sposób niespotykany wśród chińskich przywódców od czasów Mao. Blef, który działał w 2017 roku, nie trafi tak samo w 2026.

Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy Trump potrafi oczarować Xi przy kolejnej wystawnej kolacji. Brzmi ono, czy zdaje sobie sprawę, że gospodarz układa teraz menu.

Przeczytaj oryginalny artykuł na stronie źródłowej.

D
Napisał(a)

Daniel Benson

Writer, editor, and the entire staff of SignalDaily. Spent years in tech before deciding the news needed fewer press releases and more straight talk. Covers AI, technology, sport and world events — always with context, sometimes with sarcasm. No ads, no paywalls, no patience for clickbait. Based in the UK.